Zapadnia

Szukając ocalenia, uciekłam w góry polskiego Olimpu. Porwana w ramiona zbójnickiej miłości. Przyjęto mnie falami nienawiści ze strony zawiedzionych i wspierającej je społeczności. W pierwszy poranek po ślubie listonosz przyniósł mi telegram, w którym oprócz obelg, dostałam zapowiedź, że nigdy nie zostanę matką co było realną groźbą, bo pochodziło od pielęgniarki z miejscowego szpitala. Kiedy już spodziewałam się dziecka owa zawiedziona, straszyła, że obleje mnie kwasem. Dziennikarz potwierdził, że muszę uważać, bo tu już była taka historia. Byłam jak zaszczute stworzenie. Medycy w ramach solidarności z nią, odmawiali mi pomocy medycznej , nawet przepisania niezbędnych w ciąży witamin. Nie wspominając o całkowitym braku opieki medycznej związanej z ciążą. Jedyna spośród lekarzy, ostrzegła moją mamę podczas nieudanej próby pójścia do lekarza w szpitalu, gdy byłam w 9 miesiącu ciąży. „Niech pani zabierze stąd córkę, bo tu może naprawdę znaleźć się dla niej kwas solny.” Wskutek tych tych szokowych przeżyć w Zakopanem, mój poród odbył się o dwa tygodnie za wcześnie i bez żadnej wcześniejszej kontroli lekarskiej. Trzy dni przed ciężkim, kleszczowym porodem, uciekłam pociągiem do Warszawy, prosto w stan wojenny. Nie miałam szczęścia, w warszawskim szpitalu na Solcu, cudem załatwionym przez sąsiadkę Mamy. Muszę tu wyjaśnić, że w tamtym czasie była rejonizacja szpitali, związana z miejscem zamieszkania. Do tego było to tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Lekarze zlekceważyli mnie jako pierworódkę i mijali mnie opowiadając sobie kawały. Cudem jeden z nich przechodził obok mojego łózka i złapałam go za palec, mówiąc, że już dłużej nie wytrzymam. Mogło się skończyć tragicznie, bo dziecko od dziesięciu godzin dusiło się pozbawione wód płodowych. Spojrzał, potwierdził i wtedy przybiegło pięciu lekarzy, którzy kładli się na mnie wyciskając dziecko i wyciągali je kleszczami. Zjawiła się też pielęgniarka, która nasłuchiwała wbijając mi metalową trąbkę w brzuch i powtarzała : „wahania tętna płodu”. Było już za późno na cesarskie cięcie czy środki znieczulające dla mnie. Uratowali mnie i synka. Bóg nas ocalił.
Po powrocie do domu uświęconego przed ołtarzem, nastąpiło dopełnienie dekady mojej bytności tam, której nie dało się przeżyć. Tam także obowiązywało prawo dżungli. Strach przekłada się na bezkarny atak. W dorosłym życiu też służyłam do bicia. Byli tacy, w oczach których widziałam, zazdrość o takie niespełnione ich marzenie o biciu dziewczyny, zamiast współczucia. Nawet jako pierwsza żona, kościelna i upragniona z błysku miłości, byłam traktowana przez miejscową społeczność, bez szacunku należnego ślubnej. Romantyczny Zbójnik zamienił się w zbója. Napiętnowana strachem ofiara od urodzenia. Delikatność, szlachetność tylko ułatwiała im poniewieranie mną. Później usłyszałam, że moja szlachetność była głupotą i słabością, a  czuła wrażliwość poetki – upośledzeniem.. Ciekawe, że tak nazwała moją  nadwrażliwość osoba, która tej samej cechy – choć bez czułości, genetycznie mi przekazanej, u Pana poety, tak nie nazywała. Ale nigdy nie chciałam sprawiać komuś bólu, nawet swoim katom. Tak jak w dzieciństwie, nikt nie był po mojej stronie.

Wyczołgałam się z tego małżeństwa dla ratowania życia swojego i synka..
Musiałam teraz sama utrzymać przy życiu siebie i dziecko. Bez wsparcia finansowego, bo były mąż wpadł w tarapaty a ja miałam dobre serce.. Razem z początkiem wschodzącego kapitalizmu, zdobyłam pracę w bogatej placówce dóbr kultury. Już na początku drogi, podjechała tam limuzyną z wysokiego szczebla rodzinnego, osoba z informacją o moich chorobliwych urojeniach bycia poetką i być może innych oznakach obłędu, przypisywanych mi przez poetyckiego mafiosa rodzinnego i popleczników. Ówczesny dyrektor w rozmowie z kimś zainteresowanym mną, zrobił palcami młynka koło skroni, mówiąc: „Ficowska, to ta niezrównoważona…?”  Odtąd przez 24 lata ciężkiej pracy tam, byłam traktowana jak zwierzę do poniewierania, bez szans na awans, z nędzarską pensją nie wystarczającą nawet na jedzenie. O moją nędzę zawalczył mój przełożony, twierdząc na zebraniu decydującym o pensjach poszczególnych pracowników, że należy mi dać najmniej, bo ” Ficowska jest… milionerką”. A moja wyżej postawiona koleżanka, widząc jak jestem prześladowana, szepnęła mi znacząco : „masz wroga, który się o to postarał”.
Za moją grzeczność i nieodwzajemnianie podłości wobec mnie w pracy, moja brygadzistka ze szkołą podstawową, przyszła do mnie na salę muzealną, której pilnowałam, stanęła przede mną, podparła się pod boki i powtórzyła kilka razy:
” ty głupia jakaś jesteś? Głupia jesteś?”. Zatkało mnie, nie wiedziałam co zrobić. Patrzyłam tylko na nią, nie odezwałam się ze strachu, że wyrzucą mnie z pracy. A ta praca z nędzarską pensją i upodleniem, była jedynym moim źródłem przeżycia wraz z synkiem. To był wybór między śmietnikową nędzą i upodleniem, a wizją samobójstwa, bo nie miałabym nawet tych groszy na przeżycie. Nikt by mi nic nie dał. Przez prawie ćwierć wieku pracy tam, wiele lat było takich, że po opłaceniu mieszkania i przejazdów, miałam dla siebie i synka na życie 100zł na cały miesiąc. Tylko synkowi coś kupowałam. Sama głodowałam i brałam rzeczy ze śmietnika. Pogardliwe oczy sąsiadów wypatrzyły to i pewnego razu mój syn Artur powiedział mi, że kumple mówią mu jakoby jego matka grzebała po śmietnikach. Zaparłam się tego ze wstydu. Teraz już się nie wstydzę. Za to zdumiewało mnie jak nie wstydzili się ci , którzy za pracę ponad siły na państwowym etacie, od rana do wieczora, w niedziele i święta z bezwzględną dyspozycyjnością na każde żądanie przez prawie ćwierć wieku, płacili tak nędzarską pensję, że zepchnęli mnie do śmietnikowe nędzy. Do tego poniewierali mną jak śmieciem. Poetkę , Magdalenę – z domu Ficowską, po mężu Łuszczek. A może właśnie dlatego, mieli tym większą satysfakcję z upodlenia mnie. To był koszmar i upodlenie społeczne.
Przez całe życie obowiązywał mnie nakaz milczenia o moich oprawcach. Przy rozwodzie, palestra zakopiańska przyznała mi 30 zł. alimentów na dziecko, z komentarzem jednego adwokata : „nikt nie da pani więcej”. Była to rażąca dysproporcja, bo w 1981 r. kiedy mój mąż zarabiał, na początku naszego małżeństwa 5000 zł. mieś. ten sam sąd nakazał mu płacenie 3000 zł. alimentów tej samej pielęgniarce ze szpitala w Zakopanem, która groziła mi, że nigdy nie zostanę matką i oblaniem mnie kwasem solnym. A to znaczyło, że dla naszej trzyosobowej rodziny, czyli mnie, synka Artura i mojego męża Józka zostawało, 2000 zł na miesiąc. A były to pieniądze jeszcze przed denominacją.
Pracę w muzeum zaczęłam w 1992 r. od pensji 120 zł. A przeszłam na emeryturę po 24 latach w 2016 r. z pensji 1470 zł.
Dotąd nie odważyłam się przerwać OMERTY, tego mafijnego nakazu milczenia.
Nie zdołałam się też przebić przez ścianę zmowy ciszy o mojej poezji ani przedostać się z moimi wierszami do świadomości społecznej. Ale jak miałam tego dokonać, skoro nawet moja pozostała rodzina nie wiedziała, że jestem poetką. Dawałam wszystkie swoje tomiki i książki z dedykacją swojemu ojcu. Ale znikał ślad po nich. Nigdy nikt z rodziny o moich wierszach nie wspomniał. Myślałam, że mnie tak lekceważą, a oni o tym nie wiedzieli. Zostało przed nimi ukryte, że jestem poetką. Dowiedziałam się tego, kiedy dałam niektórym z nich swoje tomiki wierszy, kiedy miałam już koło piędziesiątki. Byli zaskoczeni, . Nie mieli pojęcia, że jestem poetką, choć piszę wiersze od !5 roku życia. A po moim debiucie poetyckim w tygodniku studenckim ITD, ojciec zadzwonił do mnie na Białobrzeską i zapytał : „Magdziu, czy zostawisz dla mnie miejsce w historii literatury?” Zatajono istnienie mojej poezji przed rodziną i przed światem. To było niepojęte, że nawet swojej najbliższej rodzinie, nie wspomniał o mojej poezji. Moja siostra cioteczna, kiedy dałam jej swoje tomiki wierszy, powiedziała :”ja byłabym dumna, gdyby moje dziecko napisało takie wiersze”. Moje tomiki, które mu dawałam, znikały z powierzchni ziemi, tego nawet ja nie przewidziałam. To był plan zatarcia śladów po mojej poezji, trwający całe moje życie. A gdyby jednak do kogoś dotarły moje wiersze, rozpuszczono lekceważące informacje o mnie, jakobym miała urojenia, że jestem literatem. Miał być to przejaw mojego obłąkania. Niestety ludzie obcy, wierzyli w to na słowo. I traktowali mnie w niewyobrażalnie upokarzający sposób. To było niepojęte. Właściwie dziwię się, że się nie wstydzili. Bo mimo strasznego życia, nie miałam żadnych chorób psychicznych ani urojeń. Ale od wieków metoda kłamliwego zrobienia z kogoś wariata, była najskuteczniejszym sposobem wyeliminowania go i zniszczenia. Takie zmyślone opinie rozsiewał o mnie mój ojciec i były one rozpowszechniane przez wspierające go w tym osoby.. Moją poetycką nadwrażliwość nazwali upośledzeniem.. Tymczasem jedynym moim upośledzeniem, nabytym na całe życie, był paniczny strach przed ojcem. Ten strach trwał ciągle. Przekładał się na przerażenie wobec całego świata. Najwyraźniej emanował ze mnie i wywoływał wrogość i podłość ludzką wobec mnie. Ludzie folgowali sobie, bo instynktownie czuli, że nikt nie będzie mnie bronił. Byłam bezbronną ofiarą do bezkarnego kopania. Na sprawcę tego piętna strachu, działałam jak czerwona płachta na byka. Na mój widok wpadał w furię. Próby bycia człowiekiem wywoływały zabójcze słowa pogardy. Za samo istnienie należała mi się pogarda i unicestwienie. I to było realizowane całe moje życie. Tylko w swoich wierszach odnajdowałam swoje człowieczeństwo, sięgałam nieba i boskiej mocy twórczej. Ale to ukryto przed światem za ścianą milczenia. Rozpuszczane były dyskredytujące mnie opinie. Czasem zaprzeczano mojej tożsamości nawet mojemu istnieniu, mojej poezji. A jeśli już gdzieś się dotarłam, by ludzie mogli poznać moją poezję, uprzedzały mnie opinie, że mam cały wachlarz chorób psychicznych i w efekcie tego mam urojenia, że jestem poetką i podaję się za literata. Oczywiście wszystkie te opinie były wyssane z palca. Były absolutnym i niekompetentnym kłamstwem, a ja nigdy nie byłam chora na żadną chorobę psychiczną. Z powodu tego oczerniania mnie, byłam traktowana w straszliwie upokarzający sposób tam gdzie toczyło się moje życie.. Zatrzaskiwano przede mną drzwi wydawnictw, redakcji literackich. Jestem poetką od 15 roku życia i u jego schyłku dowiedziałam się, że nikt o mojej poezji nie słyszał, nawet moja rodzina. Chociaż bycie poetką nie było dla mnie okazjonalne. Pisałam przez te wszystkie lata, nawet z dna piekieł mojego małżeństwa. Na skrawkach papieru, w rozpaczy, w chwili wytchnienia w morderczej pracy.
ZAPADNIA pochłaniająca mnie i moją poezję, zadziałała skutecznie.
To byłoby na tyle, celem wprowadzenia w treści moich ostatnich tomików, które są rozliczeniem z moim upiornym życiem.
Poetka Magdalena Ficowska Łuszczek.

ZAPADNIA

Ciemność zapadnie na pewno
zniknie ostatni Czerwony Karzeł
nadejdzie lodowaty mrok
przez te miliardy lat
co nam jeszcze zostały
zapomnimy o strachu
i o co nam chodziło
była tu dla mnie tylko
rozświetlona chwilka
bajecznych kolorów
rozrzuconych wokół
upajających zapachów
stworzonych przez naturę
orzeźwiających oddechów
unoszących w niebo
zatrzasnęliście mnie
za ścianą strachu
Czy zamierzacie mnie
tworzyć pajęczą sieć śmierci
by zgnieść boskie mgnienie
piękna we mnie?
Zamiast unosić się na fali
cudu życia
spędziliście je w rzeźni
mojego istnienia
po co wam była
ta mordercza praca
niszczenia mnie
diabelscy fatyganci
zapadnia ciemności
i tak pochłonie wszystko

12.03.2022r.

EGZEKUCJA

Mieli podrzucić mnie
na stację po ocalenie
wywieźli w obce
przywalili górą
swoich gratów
pozostałych
po egzekucjach
okradli z jedynej szansy
schowanej
w podręcznej kosmetyczce
zostawili na pastwę
nie do pokonania
widziałam ich twarze
zimne jak stal
kiedy odmawiali
każdej możliwości
przerażenie obuchem
zatkało mi oddech
niemoc sięgnęła zenitu
jej wybuch rozsadził
sen o moim życiu

14.03.2022r.

SŁOWA

Delikatnie dobierane
by nie zranić
mające moc wywyższania
bez ostatecznego wyroku
tkliwie pomijające
niedoskonałości
by zostawić nadzieję
słowa uskrzydlające
tworzące spełnienie

– ode mnie

I grad słów
jak kamienie
roztrzaskujący krzykiem
wyrastające życie
słowa wbijające się
w serce jak sztylety
zalewające ohydą
bez czci i wiary
odbierające godność
i przyszłość
pozbawiające możliwości
moich darów Bożych
to słowa dla mnie

16.03.2022r.

ZMIAŻDŻONA

Ten zmiażdżony honor
co tak boli
ofiara rżnie głupa
żeby nie dobili
ból chowa
za znieruchomiałą twarzą
w milczeniu znosi obelgi
nikt się nie ogranicza
kiedy wybucha
w agonalnym spazmie
mówią – jakaś nienormalna
oczerniając eliminują
ją z marzeń
zaskoczeni jej wierszami
pytają skąd je bierze
przeoczyli
jej talent i wrażliwość
gdy deptali po niej
z lekceważeniem

20.03.2022r.

WYGARBOWANA SKÓRA

Dałam ci a konto
radosną ufność
co przetrwała
pod zwałem blizn
po śmiertelnych ranach
bo była nikomu niepotrzebna
uznałeś ją
za przynależną ci
normalność mojej urody
jak przedtem moi oprawcy –
– mój uśmiech mimo wszystko
gdy rozdawałam im piękno
brali go za
niezniszczalną skórę
depcząc po mnie
zabiłeś ją słowami
w imię poprawności politycznej

21.03.2022r.

ZABÓJCZE SŁOWA

Nie naciskaj żalem
sprawiłeś że
unosił mnie
nieznany obłok
szczęścia i spełnienia
strąciłeś go na ziemię
słowami jak brzytwa
skąd je wziąłeś
takimi chlastał
mistrz słowa
co znał ich
moc zabijania
dlatego oglądam świat
skulona strachem
teraz z pustki
po obłoku
nie mogę dać
tego co straciłam
byłeś moją
ostatnią nadzieją
na życie
jestem jej wierna
tylko czy to cię
zadowoli

22.03.2022r.

ZABÓJCA

To był on
za każdym
moim oddechem
niewiadomą
w drugim pokoju
ciemności za oknem
w każdej chwili
mógł wrócić
dawali mu alibi
jego słowo wśród ludzi
stało się
kłamliwie
moim ciałem
osłaniał mnie
mój wstyd i milczenie
wsłuchiwałam się
w morderczy oddech
drgnienia strachu
zza drzwi
karą za życie
była śmierć
za prawdę
ubezwłasnowolnienie
roztoczył nade mną
sieć upodlenia poniżenia
mój zabójca
dławi nawet mój sen

29.03.2022r.

UCIECZKA Z ZAKOPANEGO

Przeniósł mnie tam Morfeusz
bóg sennych marzeń
ujrzałam go
leżał na tej wersalce
przez szeryfa zabił życie
jakie mu przyniosłam
miałam grzebać
w barwnym akwarium
obcych owoców
aby go zadowolić
wiedźma z dawnych lat
pilnowała
by stało się zadość
jej oczekiwaniom
chciał pokazać wizję
swojego raju
prowadzał ją za rączkę
po drodze dając
znaki kochankom
mówił że mogę być z nim
do końca życia
zorientowałam się
że ma zamiar
mi je odebrać
uciekłam w aranżowany
krąg piekła
zostały mi senne koszmary

31.03.2022r.

HIERARCHIA RODZINNA

Ja nic nie chcę
do niczego nie mam prawa
nic mi się nie należy
godni zachwytu ci
co mną poniewierają
opowiadam bzdury
zawsze winna
godna pogardy
pusta lalka
lafirynda egzaltowana
powinnam zasłaniać twarz
by nie drażnić innych
bo osłabia ich
nienawiść do mnie
milczeć
nie jeść nie pić nie wydalać
aby nie sprawiać kłopotu
inni są jak motyle
budzą ekstazę rozmarzenia
u wielkich i godnych
w rodzinie
nie do zniesienia jest
że wciąż żyję
mimo odmowy leków
na nadciśnienie
przez pół wieku
umierania
z głową w klozecie
Ja sól w oku
wielu
pochylę drzewo z kozą
czarna owca
co weszła w paradę
tym co im się należy
opór podlega opinii
o chorobie psychicznej
rozpowszechnianej
publicznie
w razie potrzeby
można mnie zdyskredytować

31.03.2022r.

W CELI ŚMIERCI

Z piekielnego kociołka
ogniska rodzinnego
umknęła
pod opiekuńcze skrzydła
na boski Olimp
zalała ją zawiść ludzka
obietnicą wypalenia oczu
zniszczenia iskry życia
którą niosła
uciekła w ostatniej chwili
sprzed śmiertelnej sieci
zastawionej na nią
pociągiem relacji
Zakopane – Warszawa
strącano ją w przepaść
dławiono oddech
ostrze zatrzymało się
na jej gardle
gdy padała pod ciosami
kopano ją
wybranki Koryntu
prześmiewczo
otaczały ją kręgiem
roztrzaskiwano świętą czarę
jej domu
tak spędziła 10 lat
w celi śmierci
wyczołgała się resztką sił
pod groźbą zabicia

7.04.2022r. Zakopane – Warszawa

ŚWIETLANE CZASY

Pracą łączyła
świt z nocą
jak ten chory student
oglądający świat
z sutereny
w strasznej powieści
ukradkiem pochłanianej
w dzieciństwie
szukała wtedy
miejsca dla siebie
ale z pożółkłych stron
owiała ją groza
choć to nie mogło być
jej udziałem…
teraz harówką
wypełniała swój los
nie starczało na jedzenie
suchy chleb i ubrania
chylkiem wyciągała
ze śmietnika
aż przyuważyły ją
pogardliwe oczy
zaparła się ze wstydu
niosła w sobie
dumną misję
walki o przeżycie
wokół widziała
znakomite prosperity
nowych czasów
losy upadłych
otaczanych opieką
i takich
co z eleganckich stołków
sięgali po wspomożenie
wreszcie stanęła w kolejce
po przetrwanie
swoją udrękę ponad siły
wspierała kolekcją
zużytych długopisów
którymi zapisywała
swoje życie
splawili ją
odebrali złudzenia
zrzucili z siebie
wszelką powinność
wybiegła z płaczem
gdy chcieli ją dobić
na obronę miała tylko
swój rodowód i poezję
a to nikogo nie obchodziło
na barkach dźwigała
bezwzględne prawa
gospodarki rynkowej
wolnej ojczyzny
za jej niewolniczy los
a obiecywali
świetlane czasy

10.04.2022r.

FRAJERSTWO

Naznaczona do likwidacji
w ramach zwalczania
konkurencji
drążenia własnych karier
wypędzona poza nawias
życia
domu rodzinnego
pośród grzmotów i piorunów
strzelających jak z bata
zapragnęła spełnienia
marzeń pod niebo
ludzie zapędzili ją
do bydlęcej zagrody
rozeszła się fama
o jej bezradności
wobec przemocy i pogardy
odruchy jej serca
nazwano frajerstwem
krowy zagnały ją
w róg obory
czuła jak atypowe zady
oblewają ją ich zawartością
uchylała twarz by się chronić
wdrapywała się
w cuchnącej ciemności
po szczeblach diabelskiego koła
na hollywoodzkie szczyty
widziała jak gwiazdy
sypiąc skry zjeżdżały
w eleganckich szpilkach
w dół po poręczy tego przybytku
otoczyła ją cisza
za zatrzaśniętymi
przed nią drzwiami
poszła gwiezdnym śladem
znów znalazła się
w obejściu dla zwierząt
czuła na swoim ciele
ich rozwierające się zadki
odwracały głowy do tyłu
by upewnić się
że trafiają celnie
czasem wracała
przespać się do domu
w czystym łóżku
i odkrywała
za kołnierzem
resztki krowich placków

14.04.2022r.

ORBITY SZCZĘŚCIA

Uczyła się świata
szukając marzeń
jak szczeniak
odtrącany kopniakami
w błoto
spychana w ciemne kąty
na obraz piękna
budzącego zawiść
pragnęła miłości
zgniatana wrogością
łapała
okruchy szczęścia
jak pojedyncze
krople nieba
wtedy
gdy porwał ją na ręce
zza progu
i tańczył z radości
po zakręconych orbitach
albo kiedy spadł deszcz
spełnienia
on odnalazł ją
wydobył z unicestwienia
i rozniósł jej poezję
dźwiękami muzyki
serca drganiami
wbrew ludzkim wyrokom
zaznała lotów
na orbitach szczęścia

16.04.2022r.

STRACH

Przyczaił się skulony
nabrzmiewa
boleśnie łzami
czasem udaje że zniknął
ale czuję łopotanie serca
zamiera jak wąż
by strzelić jadem
w szczelinę mojego
odzyskanego cudu życia
sączy w moje myśli
świadomość końca
strach co zagnieździł się
we mnie z woli ojca
by pozbawić mnie istnienia

22.04.2022r.

JEDYNY WYBRANY

Od początku
dławiono jej poezję
siecią milczenia
zatajano wśród najbliższych
jej niezwyczajność
oczerniając
jako źródło zła
przecieki o jej wierszach
dyskredytowano
rozpuszczając wici
w kręgach świątyni poezji
o jej rzekomych urojeniach
skutkujących
podawaniem się za literata
Najpierw ufnie
z czasem rozpaczliwie
wydeptywała ścieżki
dla swojej poezji
negowano jej istnienie
parskano śmiechem
gdy się przedstawiała
zatrzaskiwano przed nią drzwi
nie zdołała przebić tej
półwiecznej zmowy milczenia
o jej poezji
udawania że jej nie ma
oczerniania przed światem
te wiersze były jej życiem
kiedy nikt o czymś nie wie
to to nie istnieje
Teraz wyrywa z siebie
te zbrodnie
aby zaznać życia

22.04.2022r.

MŁODOŚĆ PIĘKNA

Pięknie wyglądasz
nic się nie zmieniłaś
chyba oddałaś duszę diabłu?
Nie to on zachował mnie
dla siebie
zbudował piekło wokół mnie
zostawił moją duszę
jako najsmaczniejszy kąsek
na deser
zawiodły go oczekiwania
cudem przeżyłam
gwiazdy pochyliły się nade mną
zabrały stamtąd między siebie
zwyciężyłam szatańskie knowania
ludzi
Teraz jestem GWIAZDĄ

23.04.2022r.

CZARA ZAWIŚCI

Nie dali mi napić się
z Twego kielicha
kapłan w szpitalu
nie namaścił mnie dla Ciebie
umykając przed pokusą
chował spojrzenie
w cieniu pochylonej twarzy
lekarze skazali na śmierć
wbrew Hipokratesowi
odmawiając leku
najbliźsi zmiażdżyli
pogardą i nienawiścią
ograbili z życia
oczernili przed światem
przysięga przed ołtarzem
dała początek
egzekucjom na mnie
obcy upodlili nędzą
ponad miarę
uczynili kaleką
bez zmilowania
dali mi czarę zawiści
Podniosłeś mnie
z gruzowiska
odradzałam się z popiołów
kim jestem dla Ciebie Panie?
Ja – tak obca wśród ludzi
co chcieli mnie zetrzeć
z powierzchni Ziemi

1.05.2022r.

ŻYCIE

Mówił że z iskry
hoduję w sobie piekło
było odwrotnie
ujawniałam delikatne
muśnięcia poezji
by nie zranić kogoś
znałam krzyki
roztrzaskujące świat
zabijające strachem
tortury łaskotek
do uduszenia
słowa jak ciosy w serce
bicie powalające nadzieję
pogardę bez przyczyny
nienawiść w oczach
rozjarzoną zawiścią
kopniaki za odruchy serca
życie przeczekane
na wstrzymanym oddechu
pozbawione godności
jak robaki pod butem

2.05.2022r.

MOJE CIAŁO NIEBIESKIE

Odkąd stałam się
Gwiazdą
mój sen krąży
wokół mnie
po orbicie doby
tak jak Ziemia
dookoła Słońca
zarzucił
ustalone reguły
miesza noce
z dniami
nie zważa na ciemność
czy blask dnia
zjawia się
w przestrzeni świata
zgodnie z kosmicznym
rytmem mojego ciała
niebieskiego
które obiega
po elipsie doby
nigdy nie wiem
kiedy na niego
trafię

4.05.2022r.

Czytaj dalej MOJE CIAŁO NIEBIESKIE

DO MACOCHY

Nie broniłam się
gdy zadawałaś mi ciosy
prosto w serce
pytałam wzrokiem
zranionej samy

– dlaczego mi to robisz?

Przecież nie ugodziłam cię
nie jestem światowa jak ty
ani potężna i rozłożysta
nie wchodzę ci w drogę
przemykam zacienionymi
ścieżkami piękna i poezji
jak wiatr
niosę w oczach
bezkres morza i bólu
łzy niedobitej samy
przez wszechmocną
nienawiść najbliższych

5.05.2022r.

SKAZANA

Staliście na straży
tresury strachem
i poniżeniem
to był kij
z jednym końcem
dla mnie
nie dało się zasłużyć
na dobre słowo
wszystko co sądziliście
o mnie
było kłamstwem
ukrywałam gejzery uczuć
skulona pod ścianą strachu
za nakazem milczenia
chowałam swoje myśli
z czułością radaru
spełniałam wymagania
resztkami sił
jak w obozie zagłady
kryjąc agonię
za maską uśmiechu
szlachetność uznaliście
za upośledzenie
brak obrony
za nieczułość
więc gnoiliście do dna
umierałam
i podnosiłam się
odrodziłam się
u krańca życia
kiedy zniknęliście
wyrywam z siebie prawdę
ukrywaną całe życie

7.05.2022r.

WYSTAWY NIE BYŁO

Miałam pokryć blichtrem
obraz twojego życia
pomocnicy opuścili mnie
oddając się uciechom
i swoim sprawom
dostałam zmiętą warstwę lakieru
wyciągniętą ze śmieci
mozołnym wysiłkiem
nakładałam lśniące pasemka
na piękno kolorów
jak puzzle w odpowiednie miejsca
nie mogłam wyodrębnić blasku
ze zgniecionej kuli przylepca
zwieńczeniem miał być drzewiec
z kija od szczotki
by wyeksponować dzieło
do pierwszej nagrody
niestety okazał się zgniły
u nasady
odpadł pochmurny
od trudu i męki
rozsadzającej mi głowę
wystawa nie odbyła się

10.05.2022r.

NIEGODNA UWAGI

Znikają ci co mijali mnie
z lekceważeniem
nie warta byłam ich
uczuć ani podziwu
zostało po nich
małe zero w pamięci
wciąż prezentują nam
kolejne gwiazdy
do podziwiania
mamy się cudnie czuć
w roli klakierów
wiatr hula ulicami
poszarpał złudzenia
jak śmieci

10.05.2022r.

OBROTY SFER NIEBIESKICH

Tej nocy wybierałam
na pancernym
automacie życia
swój los
po wyszukaniu
metalowego przycisku
dostałam
uniform kamuflujący
i pryczę przetrwania
życie potoczyło się
w okopach strachu
poczułam ulgę
chowając się
w swoim kojcu
przydział obejmował
miskę jedzenia
i coś do picia
okazjonalnie
dla podtrzymania życia
czasem czułam
obroty sfer niebieskich
w głowie z głodu
karnie wypełniałam
wyznaczone obowiązki
a nawet więcej
co nazwano frajerstwem
świat tonął w mroku
kosmicznej nocy
wydawał się niedostępny
podłość ludzka
stała na straży
ustalonego porządku
mojego istnienia
za obowiązującą
ścianą milczenia
chowałam myśli

13.05.2022r.

ZBÓJECKI WŁAM

Wybrał ją
z porywu serca
i zachwytu
wbrew wrogim
pomrukom dookoła
wyłamano drzwi
jej domu uświęcone
przed ołtarzem
aby stały otworem
dla tych … z charakterem
i profesjonalistek
w burzeniu cudzego życia
wypędzana okrucieństwem
umknęła z topieli
kryjąc w łonie synka
przeżyła krwawe rzezie
na swoim gardle
groźby wypalenia oczu
przez harpie czyhające
druga matka mówiła:
nie masz tu po co przyjeżdżać
kiedy mnie zabraknie
i chowała za ramą Obrazu
uwiecznione chwile
z ladacznicą
zabijana słowem uczynkiem
wzrokiem twardym
jak kamienie
sama przeciw
obrońcom uzurpatorek
zostawiła im wszystko
aby zachować życie

14.05.2022r.

Czytaj dalej ZBÓJECKI WŁAM

DZIECIĘCE ZŁUDZENIA

Mówiono –
jest piekło niebo ziemia
żyjemy na Ziemi
czeka nas Piekło lub Niebo
dziecięca zabawa
z kartki papieru
otwierała radość nieba
i grozę piekła
z drżeniem chciałam
sięgnąć nieba
myślałam – wystarczy urosnąć
i pragnąć spełnienia marzeń
poznałam że życie na ziemi
jest piekłem
stworzonym przez ludzi
teraz wiem że niebo
to były dziecięce złudzenia

17.05.2022r.

MOC ZNISZCZENIA

Z początkiem świata
poznałam gniewne słowa
jak granaty
rozrywające strachem
jak kamienie
zabijające upodleniem
uginającym ramiona
po nich spadały uderzenia
kłamliwe potwarze
odbierające godność
zabójcze plany
cudem niedokończone
czyhające
groźby oślepienia
Dziwisz się czemu ludzie
przejmują się słowami?
twierdzisz że są bez znaczenia
to tylko słowa…
Ja czułam ich ostateczną moc
zniszczenia mojego życia

22.05.2022r.

PEŁNIA

Miałam dla was
serce na dłoni
nie byłam wam
siostrą ani bliźnim
nie byłam nawet dzieckiem
godnym zlitowania
nie znałam zasad :
nie okazuj strachu
wyprostuj się
za słabość zginiesz
zadawaliście ciosy na oślep
rozrywaliście do żywego mięsa
nie broniłam się
by was nie zranić
uczyłam się tego odrzucenia
całe życie
teraz nie jesteście
mi siostrą ani bratem
tylko pełnią
podłości i okrucieństwa
ale wciąż mam litość
dla waszego cierpienia

22.05.2022r.

Czytaj dalej PEŁNIA

PRAWA KOSMOSU

Środek wszechświata
ukryty w moim sercu
widziałam cudze szczęścia
krążące na orbitach niedostępnych
zdobywane na gruzach
mojego istnienia
z czarnej dziury strachu
obserwowałam okrutne prawa
kosmicznej równowagi
wybuchy tworzenia siebie
na spopielonych śladach
po moim życiu

24.05.2022r.

POWRÓT Z GALI

Oblodzone mury obronne
starego życia wdrapuję się
po stromych schodach
pokonuję opór ciemności
i martwych nerwów w nogach
nie mam innego wyjścia
z matni poniewierki
w pułapkach nocy
czyhają na mnie
wrogie siły rzezimieszków
to jedyne przejście
ponad przyczajonym
niebezpieczeństwem
podciągam ciało
dysząc z przerażenia
pozostawiono mnie samą
pośród tłumu wiwatujących
ku czci wybrańca
napastnicy mroku
nie dopadli mnie
przez te kilkaset metrów
na miarę przeżycia
docieram do metra
oddycham z ulgą

25.05.2022r.

OPRAWCY MAJĄ SIĘ DOBRZE

Ten palący wstyd za oprawców
kiedy szargali moje imię
plugawymi oszczerstwami
zdumienie wobec ich absurdu
nie broniłam się w bezradności
traktując jak gadanie wariata
myślałam że nikt nie uwierzy
w obłąkańcze oskarżenia
milczenie uznano za potwierdzenie
Teraz nocami dopada mnie
ich żrąca siła rozdrapuje ciało
zrywając warstwy pomówień
mam alergię na hańbę
którą mnie oblepiono

25.05.2022r.

DIABELSKA ROBOTA

Pletli androny
o słuszności
drugiego policzka
głosili by zło
dobrem zwyciężać
w ciszy znosić
śmiertelne ciosy
byli po stronie
świetlanych katów bezbronna
w swej czułości serca
brała dyskomfort
oprawców na siebie
nie odwzajemniała
by nie urazić
wśród najbliższych
w cenie była podłość
kłamliwe odbieranie jej
dobrego imienia
wznosili sobie piedestały
Jej Szlachetność
nazwali upośledzeniem
dobroć – frajerstwem
prawdę o nich – urojeniami
dali jej poznać od zarania
że zło zawsze zwycięża
wdeptali ją w glebę

29.05.2022r.

ZBRODNIA I KARA

Wyczuwają
najczulsze punkty
uderzają w nie
z precyzją drapieżcy
ich nienawiść jest
proporcjonalna
do twojego
piękna i talentów
odmawiają im wartości
by wywyższyć siebie
sztuka dla sztuki
rozrywają cię na strzępy
choć nic to im nie daje
odzierają cię z honoru
praw zaistnienia
jesteś znienawidzona
zadeptywana niszczona
to zbrodnia
na twoim życiu
myślą że są lepsi
nie mają sumienia
gdy uderza w nich kara
dziwią się dlaczego
niektórych chroni
bestia piekielna
jak swoich

30.05.2022r.

MLEKO ŻYCIA

Pojechałam tam
z bańką na upragnione
mleko życia
zastałam
wypalone gniazdo
poczerniałe od obłudy
gaździna zmarła
nieświadoma
że mleko dla mnie
jej córka Maryśka
oddała ulubionej
ladacznicy
próbowałam zamalować
żal i zażenowanie
na mojej twarzy
węglem z pogorzeliska
zostałam z niczym

2.06.2022r. Zakopane

Translate »