Na szczęście są chmury


Magdalena Ficowska-Łuszczek – poetka, dziewczyna z okładek pism minionych lat
Urodzona w Warszawie, dziesięć lat mieszkała i tworzyła w Zakopanem.
Członek Związku Literatów Polskich, laureatka ogólnopolskich konkursów
poetyckich, trzykrotna stypendystka Ministerstwa kultury i Sztuki.
Debiutowała w 1977 r. – w tygodniku studenckim „ITD”, publikowała wiersze w prasie
literackiej : w ”Kulturze”, „Literaturze”, „Odrze”, ”Poezji”, „Nowym Wyrazie” oraz
„Katoliku”, „Dunajcu”, „Gazecie Krakowskiej”, a także w „Świerszczyku” i  „Płomyczku”.
Ukazały się jej tomiki poezji :
„Serce się powtarza” – Nowy Sącz 1984 r.,
”Wzburzony sen” – Wydawnictwo Literackie w Krakowie 1987 r.,
”Nefertari – obłok pyłu na drodze” -Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 1999 r.,
„Na podobieństwo swoje” – Warszawa 2000 r.,
„Urwisko” – Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2006 r.,
„Zaklinanie szczęścia” – Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2010 r.,
„Gniew motyla” -Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2014 r.,
„Jak Feniks z popiołów” – Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2017 r.,
”Wiersze Wybrane SELECTED POEMS” – Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2017r.,
”Rajski ptak”- Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2018 r.,
„Wilki”- Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2019 r.,
„Anielica”- Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2019r.,
„Gwiazda”- Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2019 r.,
„Bogini” – Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2020 r.
„1,5 sekundy do Raju” – Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2020 r.,
„Na szczęście są chmury” – Wydawnictwo Miniatura w Krakowie 2021 r.


Wydała też baśnie i wiersze dla dzieci:
„Tatrzańskie Opowieści” – wydawnictwo Elgros w Warszawie 1999 r.,
„Wielka wróżka”- Toruń 1993 r.,
„Orzeszek” – wydawnictwo Elgros w Warszawie 1999 r.,
„Powrót Wielkiej Wróżki” – wydawnictwo Elgros w Warszawie 2000 r.
Od 1991 r., współpracowała z redakcją Literacką 2 Programu Polskiego Radia jako autorka słuchowisk i miniatur poetyckich. W 1997 r. Została zaliczona przez
paryskie wydawnictwo TEMOINS w poczet czterdziestu czterech czołowych
współczesnych poetów polskich – wiersze Magdaleny Ficowskiej-Łuszczek
opublikowano w wydanej we Francji „Antologii poezji polskiej 1975- 1990” obok
utworów Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej.
W Bułgarii w „Antologii nowej polskiej poezji” z 2006 r. Borysa Dankowa
umieszczono jej wiersze.
W Polsce umieszczono Poetkę w leksykonie Lesława Bartelskiego „Polscy
pisarze współcześni 1939-1991”, Wyd. Naukowe PWN oraz w „Antologii
Tysiąclecia – Poezja Polska” Aleksandra Nawrockiego, wyd. IBIS, 2002r.
Tomiki Magdaleny Ficowskiej – Łuszczek znajdują się w Bibliotece Nobla w
Sztokholmie i w Bibliotece Papieskiej w Watykanie.

LEGIONISTA PIŁSUDSKIEGO

Dziadkowi Tomaszowi Komala

Gestapo o 3 nad ranem
pod lufami pistoletów
niemieccy bandyci
wyrwali cię
z życia
Cisnęli w hitlerowski
obóz zagłady
Auschwitz Birkenau
dźwigałeś do końca
mękę myśli udręczonych
upodleniem
już nigdy nie poczułeś
oddechu ulgi
niosę twoje człowieczeństwo
odebrane ci wraz z życiem
przez okrucieństwo
niemieckich nazistów
Ty Legionista Piłsudskiego
wywalczyłeś dla mnie Polskę
rozszarpaną przez zaborców
mam od ciebie życie
przepełnia mnie duma

12.08.2020r.

ANIMACJA ŻYCIA

Piękna księżniczka
na czarnym rumaku
przejeżdża przez
bramę szczęśliwości
wielkiej na wymiar
jej słodkiej główki
otacza ją aureola wiatru
wokół ciemnych włosów
upiętych w koczek
nieznana przestrzeń
odbija się niepokojem
w bezkresnej zieleni jej oczu
popłoch
wykrzywia śliczne usteczka
wicher rozwiewa
pasma włosów
mknie porwana galopem
między gałęzie
chłostające jej twarz
lepiej tam nie zaglądać

4.08.2020r.

DOBRY CZŁOWIEK

Jak długo jeszcze ?
-pytał mnie ksiądz
trzeba to zakończyć
dla ratowania życia…
Uciekłam z miasta zła
nie byłam ciekawska
gnała mnie nienawiść ludzka
nie oglądałam się do tyłu
ucieczka powiodła się
mimo to nowi ludzie
przejęli pałeczkę okrucieństwa
Teraz leżę na tapczanie
jakbym była słupem soli
przygnieciona ciężarem żalu
w pięknym jak zawsze
mieście zła
umarła właśnie
jedyna sprawiedliwa
która mnie wspierała
w czasie pogromu
przeciwko mnie
-moja teściowa
-druga matka

6.08.2020r.

SZEROKIE PRZESTRZENIE

Niósł w sobie wrażliwość
na krzywdę świata
nie mogła go w tym
ograniczać bezradna
drobina przerażenia
pod nogami
była jak
zapalnik jego gniewu
szukał szczęścia
czyli zdradzał
ufne piękno
oderwane od korzeni
przyczepione do niego
miał tyle czułości
dla zepchniętych na margines
cudzych dzieci
myślała zdumiona:
dlaczego udajesz
masz przecież swoje
i je nienawidzisz…
Ale on nie udawał
widział w innych motyle
więc furią zmiatał
z przestrzeni życia
niegodne go istnienie
nie dostrzegał w nim
motylich skrzydeł
w cudownych kolorach
wdeptanych w ziemię

10.08.2020r.

OBJAWIENIE FATIMSKIE

To ja czy ty…
dzielna dziewczynka
czule otulam cię
w swym sercu
znam smutek
twojego spojrzenia
ciężar współczucia
które dźwigasz
na drobnych ramionkach
milczenie
co cię osłania
przed ciosami niedowiarków
dźwigam ból kopniaków
zawistników
przygniatający twoje myśli
Jestem tobą Hiacynto
teraz nazywam się
Magdalena

15.08.2020r.

PLACKI DWÓCH TYSIĄCLECI

W mrokach dzieciństwa
na wakacjach
trzeba było uważać
by nie wdepnąć
w krowi placek
na łące
teraz zakazany
Trzy placki ziemniaczane
mojego życia
dala mi babunia
już zawsze żyłam
pamięcią o nich
Obecnie w kinie domowym
placek słoneczny
przyklejony do wysokiego sklepienia
rozświetla nam
przyszłość nieosiągalną

19.08.2020r.

INKUBATOR

Leżę skamieniała
czuję rozgałęziające się
pędy strachu
wszczepione
w mój krwiobieg
siecią przerażenia
na początku
gdy zamknięto mnie
w pułapce
podłości
wszechogarniającej
Dla zabezpieczenia
swoich tyłów
udawano że to był
inkubator szlachetności
byłam przecież wcześniakiem
drobiną siedmiomiesięczną…
Rozrosły się
jak układ połączeń
wystarczy impuls
słowo szkalujące
w przestrzeni publicznej
tego się nie da odwrócić
wyświetlacz komórki
zapowiadający
walkę przegraną
jak zawsze
zapadam się
w agonię przetrwania
uciekam w nieobecność
moi oprawcy
zasiali we mnie
swoją przewagę

8.09.2020r.

MOJA TUŁACZKA

Ten zaułek
pod ceglanymi murami
zburzonego zamku
już dobrze znam
zawsze zagradzają mi
drogę wyjścia
podświetlone latarniami
wiem jest już blisko
ale gubię się
w mrocznych tunelach
obcych bram
nie mogę trafić do siebie
moja tułaczka
ciągnie się nocami
do kresu sił
dziś po raz pierwszy
zjawiłeś się
żeby mi pomóc
byłeś już stary
rwałeś resztki
siwych włosów
żeby okazać mi troskę
dopilnowałeś bym zabrała
niezbędne rzeczy
zanim pójdę w noc
kiedy znów stanęła
przede mną
czerwona ściana z cegły
przez komórkę pokierowałeś
moimi krokami
obudziłam się z ulgą
że tym razem
dotrę do celu

12.09.2020r.

W BLOKU Z WIELKIEJ PŁYTY

pamięci Kasi Witczak

Nie wiedziałaś
jak wielu z nas
chce ci pomachać
mijając twoje okno
teraz puste
nie przyszło ci do głowy
że ktoś obcy obok
liczy na twoją przyjaźń
myślałam…
nie dostrzegłaś…
tego dnia
wydobyłam się
spod ciężaru myśli
pojechałam do sklepu
po okruchy radości
tramwaj przeciął bieg rzeki
zachwycił mnie
aksamitny błękit nieba
odbity w powierzchni wody
wciągał moje myśli
obietnicą piękna
Tak jak ciebie…
Mijając twoje okna

wciąż zerkam
by ci przesłać uśmiech

9.10.2020r.

MOJA ENTROPIA

Zanim zginą
wszystkie gwiazdy
podążające
za strzałką czasu
rozpraszając się
w ciemności
odnawiają swe istnienie
mocą entropii
powtarzalność Wszechświata
Ja mam tylko jedno życie
ale kolejny raz
odradzam się
ze śmiertelnych zniszczeń
zadanych mi przez ludzi
wiem
tego nie dało się przeżyć
jednak jestem
prawie nienaruszona
jakby nigdy nic
się nie stało
niesamowita odnawialność
mojego życia
energią entropii
zanim zniknę

13.09.2020r.

WŁADCY CUDZEGO ŻYCIA

Znów przewłóczyli
mnie przez sen
foto opticon przypomnień
grzmoty rozsadzające świat
pioruny rysujące
skaliste szczyty
na rozjarzonym
do białości niebie
duszna droga do piekarza
wyrabiającego najlepszy chleb
pod upalnym błękitem
któremu bliźniaczy brat
wbił widelec w oko
bo matka jak zwykle
się zagadała
pieczeń od Anieli
zamykana w spiżarce
przed oczami dziecka
-tylko dla matki chrzestnej
za plecami
prześmiewcze słowa
miejscowych
przerzucane jak piłeczka:
„pod tą spódniczką
to bym się zmieścił”
przygniatające
pamięć dziewczynki
Ukryci w tle
władcy cudzego życia
Lady Makbet i Neron
wydają niszczycielskie wyroki

30.09.2020r.

KASTY

Protekcjonalnie
ze swego dobrobytu
dają mi wybór
jak mówią jedyny godny
wskazują dwie opcje
nade mną
jedna świstem pejcza
pokazuje mi drogę
za bramę zagłodzenia
kulę się ostatkiem sił
nie wiem jak oni
się nie wstydzą
Druga pomija mnie
ale zostawia na progu
miskę przeżycia
z trutką fanatyzmu
Patrzę z norki ocalenia
na te samozwańcze kasty
nie pojmuję takiego okrucieństwa
Nawet zdeptany motyl
pragnie wyfrunąć
z miejsca kaźni

6.10.2020r.

NASZA POEZJA ŚPIEWANA

Grał bez wytchnienia
nie mógł przestać
bał się
że pryśnie ta chwila
i zostanie sam na zawsze…
Ona nie odważyła się
wyciągnąć ręki
dotknąć jego włosów
bała się
że odtrąci ją
i już nigdy nie zaśpiewa dla niej
czekała by podniósł powieki
wreszcie
spotkały się dwa spojrzenia :
-gram tak bo boję się
że znikniesz…
nie umiem powiedzieć
tego co czuję…
oczarowała go
uśmiechem bogini
zanurzyła palce w falach
jego młodości
dotykał delikatnych
przestrzeni jej poezji
śpiewał ją dla niej
całe życie

15.10.2020r.

SZKOŁA PODSTAWOWA

Wczoraj
zasypiałam na katordze
pamięci ich imion i nazwisk
twardych pięści kolegów z klasy
i ten co tłukł
żeby zatłuc
przerwała mu
pobladła nauczycielka
wbiegając do klasy
moja pamięć wyparła
jak się nazywał
za to mam w oczach
wygląd i dłonie boksujące
moją twarz
tego z równoległej klasy
na stołówce szkolnej
do zupy spływała mi krew
byłam głodna
nie wiedziałam co się stało
w domu nos
przyrósł jak wisiał
nawet tatuś zachwycił się:
jaki ona ma piękny
semicki profil
spuściłam głowę
i tak nikogo to nie obchodziło

22.10.2020r.

SPEKTAKL ZNISZCZENIA

Wywabiona ułudą życzliwości
w nieznane odległości
napotkała za ścianą pozorów
zapory nie do przebycia
dali jej strzęp ubrania
w kolorze nieba
pokazywali pogruchotaną nędzę
jako rzekomą codzienność
za iluzją opiekuńczego
męskiego ramienia
zauważyła ich
porozumiewawcze spojrzenia
bezskutecznie pytała
o przystanek powrotny
do należnego jej życia
tułała się
szukając go
w szarości ulic
uprała z błota strzęp nieba
pokrywała uśmiechem
czarną przestrzeń rozpaczy
przerzucali sobie
nad jej głową
piłeczkę okrutnych wyroków
pozbawili ją istnienia

30.10.2020r.

REGUŁY MOJEGO ŻYCIA

Po wrzuceniu mnie
w koszmar życia
poznałam pierwsze
prawo ludzi:
„strach jest silniejszy
od zabójstwa”
ogłuszał mnie
furią krzyku
kuliłam się pod ciosami
pozbawiona wartości
nie chciałam przeszkadzać
myślałam że funkcje
mojego życia
to zbyteczne fanaberie
gdy przemykałam się
korytarzem
uchwyciłam w lustrze
czyjeś spojrzenie
jak rozpalone
nienawiścią ostrze
odtąd nie patrzę w lustra
nauczono mnie
drugiego prawa ludzi:
„masz obowiązek milczenia”
to zabezpieczało
mafijną hierarchię
eliminując mnie
z kręgu ludzi
Nie odwzajemniałam się
bo nie mogłam znieść
cudzego cierpienia
Wpojono we mnie
te reguły mafii
dając wybór:
„-albo uodpornisz się na lęk
-albo wstań z martwych”
Strach odebrał mi życie
Wbito mnie w glebę
Po tym wszystkim
WSTAŁAM Z MARTWYCH
Poznaję cud życia

4.11.2020r.

MOJE SZCZĘŚCIE

Moje szczęście
ma tyle postaci
teraz opływa mi twarz
chłodnym powiewem
wypełnia mnie
ożywczym
oddechem
jak byłam mała
uosabiało się
z niedościgłym marzeniem
o zakapslowanej
butelce oranżady
która popłynęłaby
we mnie życiem
kiedy słucham
jak śpiewasz
moją poezję
unosi mnie
na fali marzeń
jestem niezaprawiona
w szczęściu
jest lekkie
jak bąbelki w oranżadzie
może rozsadzić
szklaną butelkę

6.11.2020r.

DROGA NIE DO PRZEBYCIA

Wiem że jest niedaleko
Obce budynki
wyrastają przede mną
grubymi murami
zagradzają mi
drogę powrotną
widzę jak sypie się
ściana z cegieł
wchodzę
w coraz bardziej
nieznane
za szarością zmroku
tracę siły
napotkane osoby
nie wiedzą o przystanku
mojego autobusu
odwracają się
obojętnie
z każdym krokiem
oddalam się
od celu wędrówki
Tak nocami
gubię się
próbując dotrzeć
do domu

17.11.2020r.

ODRZUCONA

Byłam na wczasach życia
szukałam wspólnej radości
znalazłam samotną tęsknotę
piaszczystych ścieżek
wszyscy znikali za pustką
w odległej pełni istnienia
nieliczni kiwali
zdawkowo głową
Rozglądałam się
po nadmorskich dróżkach
by poczuć szczęście wakacji
chłonąć powiew wiatru
Napotkaną w przelocie
pytałam o ludzi
milczała przyłapana…
próbowałam napełnić się
spełnieniem
W drzwiach
opustoszałego pokoju
tkwił klucz
ale bezkres drogi
był zbyt odległy

25.11.2020r.

OGNISKO RODZINNE

Jeśli przyjdziesz na świat
w kuźni cudzej duszy
ściany twojego życia
zbudowane są ze strachu
zostawiona sama sobie
zamierasz w bezruchu
by furia nie wyskoczyła na ciebie
zza znieruchomiałych przedmiotów
w dziecięcym pokoju
cisza drga przerażeniem
więc wstrzymujesz oddech
panicznie oczekujesz
zbrodni na tobie
od ludzi z zewnątrz
przecież obcy muszą
być jeszcze gorsi
i to się sprawdza
bo instynktownie
czują ofiarę
albo są już pouczeni
że jesteś czarną owcą
niespełna rozumu
to dla zabezpieczenia
gdbyś zaczęła mówić
o swoim życiu
Czasem olśniewa cię
ich anielskość
gdy okazują się mili
i nie chcą cię skrzywdzić
Na skraju życia
wreszcie uwolniona
z tego miejsca zniszczenia
ukryta w swojej
jamce ocalenia
próbujesz stworzyć
należne ci cudowne
miejsce w świecie
ale czujesz jak
dławi cię
piekielny swąd
ogniska rodzinnego

27.11.2020r.

ZAWIROWANIE

To było szaleństwo
zaskoczenia
na jednym mailu
uwieszonych 100
wiadomości
przeskakiwanie
między mailem
a SMS-em
wzburzone fale
przypomnień
przestrzeń beze mnie
wypełnia naga prawda
o moim życiu
oszołomienie
że jednak patrzył
na mnie znad gitary
wreszcie wyszeptał:
żyję tylko wtedy
gdy jesteś blisko…
ta pustka bez ciebie
to było tylko
zawirowanie

2.12.2020r.

OBRAZ WSZECHŚWIATA

Kiedy wyszedł
z nicości
wprost na nią
morze i piasek
rozstąpiły się
już wiedział
że ona stanie się
osią jego świata
jej obraz zapisał się
w jego spojrzeniu
odtąd pod powiekami
spotykał ją
niesamowity
mocą gwiazdy
kto trafiał w strefę
jej grawitacji
był skazany
by krążyć
na jej orbicie
jak planetoida
lub spopielić się
jak kometa
Pragnął wpisać się
w obraz Wszechświata

2.12.2020r.

DZIEŃ ODWIEDZIN

Czuję w nozdrzach
chłodny strumień ulgi
napływający przestrzenią
tak jak mój czarny koń
z dzieciństwa
kiedy porwał mnie galopem
na oklep między drzewa
chłostające moją twarz
był piękny a ja ocalałam
Dziś miałam dzień odwiedzin
Leonardo zajrzał do celi
mojego życia
przez żelazne pręty okienka
od razu go rozpoznałam
po spojrzeniu i brodzie
otulającej zakratowany
obraz świata
sprawdzał czy u mnie jest ok.
Nie wszedł z braku drzwi
Przypomniał o sobie motyl
próbujący napić się nektaru
z kwiatków na moim
dziewczęcym kostiumie
wśród marzeń
nadmorskiej plaży
Odfrunął na moją myśl :
no zmykaj mój mały
Zjawiło się jeszcze paru
miłych gości z przypomnień
Podobno czekają na mnie
po tamtej stronie

10.01.2020r.

JEST NICZYM

Czym jest skarb
bezcenny i piękny
ukryty w okopach
milczenia
miłość zasłonięta
maską obojętności
by nikt się
nie dowiedział
jej imię
którego nie wymawiasz
nie odwiedzasz jej
by uniknąć podejrzeń
daremnie czeka by zalśnić
zachwytem
niszczeje nierozpoznana
gdy zwykłe życie
toczy się w słońcu
zroszone deszczem

24.01.2021r.

ŚWIATYNIA SZTUKI

Czego mogłaby
chcieć więcej
przecież żyje
w Świątyni Sztuki
-usłyszała to
kiedy wyjrzała
do ludzi
przydeptana strachem
z jakiejś dziury
w ścianie poezji
gdzie panował
gromowładny
uchwyciła się myśli
że jako poetka
też dostąpi chwały
rozmów z Bogiem
przecież temu służy
Świątynia
Kapituła Wybranych
orzekła
odebranie jej
praw publicznych
za skalanie świętości
Tak na wszelki wypadek
gdyby śmiała sięgnąć
po laury poetyckie

27.01.2021r.

NĘDZA I UPODLENIE

Tej nocy wpadłam w sen
jak kamień
w błotnistą breję
zaopiekowali się mną
muzealni merytoryczni
zrobili widowisko
z telepiącym się
na osi 2 kół
cygańskim wozem
namiot turecki
spod Wiednia
przypalono już wcześniej
podczas imprezy
więc mieliśmy miejsca
na materacach ze SKAY-U
zapadających się
w puszczającą bąble ciemność
ktoś pogłaskał mnie
po dłoni
okazując życzliwość
potem chcieli odprowadzić
mnie do domu
szłam w skarpetkach
nasiąkniętych błotem
bo rozmiękły tekturowe
podeszwy moich butów
z bazaru – za 10 złotych
zgubili drogę
gdyż rozproszyły ich
własne powiązania
buty i chleb
wzięłam ze śmietnika
zbudziłam się
w zapadlisku
swojego tapczanu

29.01.2021r.

ZAWIŚĆ LUDZKA

Dałaś mi Mamo
najpiękniejszą szatę
na bal życia
ukryłaś w jej zakamarkach
szlachetne kamienie szczęścia
pod jej falistą powierzchnią
na sercu umieściłaś
list polecający z Nieba
ufnie wpłynęłam
na parkiet istnienia
Dostrzegła mnie
ZAWIŚĆ LUDZKA
rozszarpała
suknię delikatności
zniknęły ukryte w mankietach
drogocenne klejnoty
listu już nie odnalazłam
nienawistnie
drwiła półgębkiem:
– ona piękna?
– przy niej byłyśmy
dumne jak pawie
Okryłam się łachmanem
pozbawili mnie nawet
niebiańskiej kosmetyczki
bym nie mogła zadbać o siebie
pozbierałam strzępy losu
nie znalazłam cię Mamo
nie mogłaś znieść
tego zniszczenia

31.01.2021r.

SÓL W OKU

Przyjęli ją
odkąd się zjawiła
gniewem i nienawiścią
półgębkiem cedzono
kłamliwe wyroki
gdy wyrzucono ją
z rodziny
w śmiertelną noc
złapany na stopa
zabójca podwiózł ją
na pociąg do domu
nigdy nie zasłużyła
na dobre słowo
zarzucili sieć
pomówień
z oburzeniem
„umywali ręce”
choć zachowała
świetne pozory
była im solą w oku

3.02.2021r.

CIĄGŁOŚĆ CZASU

Leżę bez uczuć
jak mumia egipska
sen otwiera się
przed moją twarzą
jak parasolka
podmuch zamyka
mi powieki
brnę przez pustynię
by dotrzeć do kręgów
ludzi weselących się
w sanatoriach życia
zamykają się przede mną
milczeniem
unurzana w pocie
mordęgi nie do przebycia
chcę uprać ciuchy
przepuszczam
do pralki tego
z przyszywanej rodziny
co rechotał
gdy poniżano mnie
wypychają mnie z kolejki
do kloaki zamykanej na haczyk
To chyba przekleństwo
jakiejś wiedźmy z Olimpu

17.02.2021r.

NIE MIAŁAM CZASU SIĘ ZESTARZEĆ

Godzina 101
godzina 102
przelatują
na radio budziku
jak minuty
nie miałam czasu
się zestarzeć
zajęta walką o przeżycie
ciosy spadały
ze wszystkich stron
w linii ciągłej
na każdym etapie
istnienia
tak chyba
o to chodziło
żebym nie zaistniała
u kresu już wiedziałam
że przegrałam wszystko
miało być jak ze snu
było z koszmaru
Mam w oczach
obraz tej dziewczynki
zwiewną postać
szukającą marzeń
i dziwi mnie
to co widzę w lustrze

6.03.2021r.

TĘCZOWE OPALE

Przelatuję wzrokiem
po olśnieniach
zachwytu
wielbicielka
kolorów i piękna
Od początku istnienia
strącili ją
w otchłań nienawiści
mrok strachu
i cierpienia
zakleszczyli
drogi ocalenia
drażniła
zielonością rozpaczy
pod ciosami jak kamienie
jej głowa opadała
serce obijało się
zamykając dopływ tlenu
Raz zapytała – dlaczego?
„Ty nie bądź taka egzaltowana”
-usadził ją głos poety
Przetrwała piekielną
noc życia
w stosie kamieni
odnalazła
tęczowe opale szczęścia

13.03.2021r.

ABEL TO JA

To miało być zabójstwo
z rozszerzoną liczbą
oprawców
starszy zabija młodszego
protoplasta rodu
wspierał zawiść Kaina
rozpuszczono wici
jakoby to Abel
był źródłem zła
konkurencją
którą należy usunąć
kłamliwą sieć rozsnuli
w Franciszkańskich kręgach
milczeniem unicestwiano
poezję Abla
pomawiając go
o szaleńcze urojenia
Abel przeżył
ze swoją poezją
którą wykluczono
z życia przez dekady
Jeden obcy człowiek
wysłuchawszy tej historii
powiedział :
„Oni nie mieli prawa”
To był jedyny głos
na pustyni
Abel – to ja
więc jednak nie mieli prawa

24.03.2021r.

PRZYJĘCIE

Jeszcze tam jestem
za zamkniętymi oczami
ściskam w garściach
dotyk swoich dłoni
zaprosili mnie
na przyjęcie w muzeum
widziałam swoją
wykaligrafowaną wizytówkę
ale usunięto stolik
przy którym miałam usiąść
znalazłam miejsce
przy innym jednak
moja kryształowa miska
pozostała pusta
poproszono mnie
abym zmiotła piasek
z kamiennej podłogi
zanim przyjdą goście
biegiem sprzątałam
ale brudów przybywało
między ich butami
już wychodzili
po skończonej imprezie
czuję tylko dotyk
zaciśniętych dłoni

5.04.2021r.

MOJA BAŚŃ

Byłam jak
pisklę łabędzia
spychane
w błotniste dziury
zachwyt należał się
tylko żółtym kaczuszkom
Kopciuszkiem zostałam
zanim pojawiła się Macocha
wyczytałam ukradkiem
w baśniach Andersena
że to ja zostanę królewną
więc z całych sił
próbowałam
na to zasłużyć
unikałam luster
by obraz łabędzia
nie rozjuszył
nienawiści otoczenia
ciosy spadały
ze wszystkich stron
dyskredytacja absolutna
powaliła mnie
koniec tej baśni
odmienił Jezus
otaczając mnie
blaskiem ocalenia

11.04.2021r.

DRUGA TWARZ POEZJI

Moje wiersze
wyszarpane z serca
wyjące rozpaczą
jak wilki
pod czarnym niebem
zbyt straszne
by ująć je z nostalgią
śmiertelna otchłań
cierpienia
kopniaki prosto
w czułość
piekielne czeluście
upodlenia
nie dające szansy
na przeżycie
grymas pogardy
odmawiający człowieczeństwa
oczernianie półgębkiem
listy polecające
do świata urojeń
myśleli że tego nie widzę
moje wiersze to mój życiorys

13.04.2021r.

BETONOWY TUNEL

Kiedy zamykam oczy
czuję jak otacza mnie
czarny tunel mojego życia
zamyka wokół
betonowe kręgi
słyszę dudniący huk
spadającej na nie wody
to wodospad nienawiści
nie mogę wtulić się
w okrągłą ścianę
zacementowanej ciemności
szorstki twardy beton
uniemożliwia zaśnięcie
odbiera wszelką nadzieję
wiem – rurociąg
ciągnie się w nieskończoność
ludzkiej podłości

23.04.2021r.

Translate »