Niebieska Poświata 2026

Niebieska poświata ujawnia miejsce zbrodni. Towarzyszyła mi całe życie. Nikt tego nie zauważał, bo zabijać można też bezkrwawo, a ofiara się nie skarży. Myślałam, że tak musi być. Delikatna dusza sponiewierana w artystycznym świecie poezji i malarstwa. Byłam siedmiomiesięcznym wcześniakiem o sercu z wosku. Weszłam w drogę ambicjom najbliższych. Napiętnowana strachem, brakiem troski w obcym świecie też napotykałam prześladowania i niesprawiedliwość. W poniżeniu przetrwałam dzieciństwo, oczekując cudownej odmiany w dziewczęcej dorosłości. Dałam się zwieść obietnicy szczęścia  niebieskich oczu zbójnika spod Tatr. Mówił o moich oczach jak zielone migdały i że piękniejszej dziewczyny nie widział na całym świecie. Swojej Matce oznajmił, że albo ta dziewczyna, albo żadna inna. Naiwnie myślałam, że w świecie wielkiego sportu nie ma miejsca na alkohol. Nie znałam go w domu rodzinnym. Nie przyszło mi do głowy, że jest inaczej… Spytał czy urodzę mu syna. Obiecałam, że tak. Już w trzecim miesiącu ciąży, gdy byliśmy na wyjeździe treningowym na lodowcu Dachsteinie dusił mnie ,  zaciskając swoją mocną dłoń Mistrza na mojej szyi. Stałam bezbronna, bez ruchu. Kiedy puścił moją szyję okazało się, że moja twarz i szyja były pokryte gęsto gwiazdami popękanych naczyń krwionośnych. Nie poskarżyłam się, ale jego główny trener przyszedł i oglądał mnie uważnie bez słowa. Trzy miesiące później zabrano mnie na zgrupowanie treningowe do Wałcza. Tym razem było gorzej. Mój ślubny kazał mi wejść z nim do sportowego kajaka. Byłam zgodna, aby nie wywoływać agresji. Usiadłam skulona w kajaku, w sukience ciążowej i butach. Na środku jeziora  stanął na wyprostowanych, silnych nogach biegacza . I patrząc z góry w moje oczy rozbujał kajak i tak go przewrócił. Nawet nie zdążyłam złapać powietrza. Poleciałam na dno, głową w dół. Pozostając w odwróconej pozycji siedzącej. Nawet nie zamknęłam oczu i lecąc w dół widziałam zielone nitki wodorostów w mętnej wodzie. On myślał, że już po wszystkim. Chcąc żeby to wyglądało na wypadek wypchnął mnie swoją silną, wytrenowaną dłonią na powierzchnię w kierunku bliskiego tam brzegu. Siłą pędu sama doleciałam przez wodę na brzeg. Nie zdążyłam się nawet zakrztusić ani przestraszyć. Zbyt szybko mnie wypchnął i jego plany się nie powiodły. Dostałam tylko ciężkiego zapalenia obu nerek i miejscowe pielęgniarki ratowały mnie i synka w brzuchu, codziennymi zastrzykami penicyliny. Tuż przed rozwodem po 10 latach małżeństwa, wypomniał mi z nostalgią: żałuję że wtedy nie udało mi się was utopić. Kiedy upragniony synek Artur miał półtora roku małżonek zestresowany odległym miejscem na Olimpiadzie zaczął mnie bić koło południa a skończył po północy kopaniem mnie na podłodze. Dusił mnie też zaciskając w kołdrze. Miał fenomenalny organizm, niestety swoją światową karierę sportową utopił w alkoholu. Innym razem przez kilka godzin w nocy, groził mi poderżnięciem gardła swoim trofeum z wygranego biegu w Lahti, wielkim scyzorykiem. Wypijając w trakcie tego wino z pięciolitrowej butli, robił zamachy tym nożem i zatrzymywał go na mojej szyi. Ze słowami : zaraz cię zabiję. Wiele lat milczałam na temat tej przepowiedzianej mi małżeńskiej gehenny, bo ślubny obiecał mi na odchodne : jak komuś powiesz, to cię zabiję. Zresztą nie chciałam mu zaszkodzić. Tak więc podłość ludzka zrobiła z mojego życia miejsce zbrodni, świecące Niebieską Poświatą. Cudem uratowana z tej masakry mojego losu, u schyłku nieistnienia, nieoczekiwanie dostałam od Boga nowe życie, szczęśliwe – bez bólu i strachu, spełnione. Magdalena Ficowska Łuszczek – poetka.

Translate »