STWORZYCIELE

Był jak grzmiący Wezuwiusz
pokrył świat pyłem strachu
wściekłymi uderzeniami
spalał Pompeje mojego istnienia
gdy pragnęłam przebić się
przez zasłonę oczerniania
Ona jedna z niedostępnych obłoków
dawała moc przetrwania
choć sama nie zdołała
wpleść się w sieć ludzkich układów
moja rozpacz rozrywała niebo
wyczołgałam się na powierzchnię

28.10.2022 r.

ŻEBY PRZEŻYĆ

Spychana z widoku
w mroczne kąty
lochów muzealnych
pod batem nadzorców
poleruję je na kolanach
zmywam szmatą
błotnistą breję
ich poczynań
z satysfakcją szargana
upodleniem i nędzą
jak dręczone zwierzę
mam zachować pozory
olśniewająco nobilitować
reflektory rozświetlają
ich sowite synekury
podobno sugestia
mojej eksterminacji
spłynęła z góry
ze znanego mi
źródła rodzinnego

30.10.2022 r.

ROZPACZ MYŚLI

Leżę przyrośnięta
do tapczanu
jak kłoda
przygnieciona
ciężarem myśli
rozum narzuca
opór działania
wstaję wykonuję
symboliczne czynności
bez znaczenia
bo znikną ze mną
idę chodnikiem
zamieram wpół kroku w zatrzymanej
klatce życia
nie chcę iść dalej
wstrzymuje mnie
rozpacz myśli
zmuszam się
do pokonania
drogi do domu
bez sensu byłoby
zostać na chodniku
ręczną korbką woli
przesuwam kadry istnienia
wiem że w mojej norce
czeka nagroda
położę się na tapczanie
tyle życia ocaliłam z piekła wśród ludzi

4.11.2022 r.

WYDMUSZKI

Lubił wzmacniać się
jajkiem z wydmuszek
robił dwie dziurki w skorupkach i wysysał wnętrze
patrzyłam w niepojęciu
jak pozbawiał je zawartości
czuł się wtedy władcą
życia które pochłaniał
puste wydmuszki wypełniał
jedną czarnym strachem
unicestwienia
drugą podłością wobec tamtej
pozłoconą zachwytem
udzielał otoczeniu wskazówek
niszczenia tej skazanej na niebyt
mechanizm powtarzalności
zadziałał w zbrodniczym planie
rozłożonym na całe życie
poplecznikom wierzono na słowo

7.11.2022 r.

KATALIZATOR

Najpierw był powieszony w powietrzu gęstniejący
lęk wyczekiwania
na eksplozje wściekłości
stwórcy mojego losu
wstrzymywanie
przejawów życia
na bezdechu
słowa upodlenia
ciosy zgniatające istnienie
bez prawa do obrony
zawiść zabijająca
spojrzeniem
moje ślubne wiano
napęczniało
śmiercionośnym ładunkiem
bomby neutronowej
rozprzestrzeniającej się
falami okrucieństwa ludzkiego
zapalnikiem był mój widok
poznałam wrogość
twardą jak głaz
co chce mnie zmiażdżyć
pęczniejącą w ciszy
rozedrganą do granic
gotową rozerwać mnie
na strzępy za każde
drgnienie mojego życia
zamierałam
spuszczając wzrok
by nie drażnić gniewu
mój obraz czułość serca
były katalizatorem
zabójczej nienawiści

18.11.2022 r.

ANIHILACJA

W międzygwiezdnej
otchłani samotności
szukałam drogi
waliłam głową w czarną
przestrzeń strachu
cofałam się pod ciosami
gwiazdy wokół były
twarde jak kamienie
na górskim szlaku
przemykałam
omijając je wzrokiem
rozbryzgiwały się
wściekle na boki
jak błoto spod kół
skry sztucznych ogni
chciały mnie oślepić
mówiono o moich oczach
jak gwiazdy
nie mogli tego znieść
grozili chluśnięciem w nie kwasem
iskrzące zwarcia
spalały tory mojego życia
zamierałam na krawędzi
czarnych dziur anihilacji
moje dłonie zniszczyła
walka o przeżycie
stopy obrzmiałe
od stąpania po pogorzelisku
zostawiają jasny ślad
na brzegu marzeń

18.11.2022 r.

CAŁOPALNA

Kotłuję się w mrocznej
przestrzeni nocy
i samotności
każdy mój oddech
zatyka spazm rozpaczy
przygniata mnie
ciężar pamięci
krok po kroku
wypełnianej strachem
bez ludzkich praw
za zasłoną
świetnych pozorów
nienawiść
niwelująca istnienie
wyroki spychające
w przepaść umierania
ja – ofiara całopalna
na ołtarzu wywyższenia
samozwańczych wybrańców
spopielana w krematorium
kłamliwych opinii
rozpowszechnianych
przez najbliższych
wciąż podnosząca się
z popiołów
nie zasnę opada na mnie
czarny skłębiony
huragan myśli o moim
koszmarnym życiu

26.11.2022 r.

CORPUS DELICTI

To miał być sąd nade mną
przybyłam w gorących
marzeniach o szczęściu
z tobołkiem dowodów
na prawo do nich
choć nastał już
czas przymrozków
otoczyły mnie
prześmiewcze spojrzenia
wykradające corpus delicti
zbrodni na moim życiu
umknęłam przed nimi
by dotrwać do rozprawy
kiedy wróciłam
było po wszystkim
w opustoszałej sali
walały się papierzyska
bez śladu po moich dowodach

1.12.2022 r.

LEŚNICZÓWKA

Byli jak czarowni
mieszkańcy domku z leśnej bajki
obdarzali spojrzeniem
mój milczący strach
wzrastali mocą miłości
chciałam schronić się
wśród nich przed
okrutnym władcą
myślałam że widzą w skulonym dziecku
ludzkie stworzenie
przygarną do swojego
królestwa bajki
kiedy nastała
nowa królowa
wymazali mnie
gumką obojętności
żmije spod ich stóp
rozmnażały się
przez podział
rozpełzały wokół mnie
po ścieżkach lekceważenia

8.12.2022 r.

U STÓP MARZEŃ

U stóp spienionych fal
na nadmorskim piasku
napotkał niesamowitą
zieleń jej oczu rozległą
jasną szmaragdową
w oprawie brązu
opalonej skóry
dziewczyny
nie śmiał
w nie spojrzeć
w obawie
że go prześwietli
odkryje jego miłość
a on zginie
kiedy go odrzuci
Jesteś boginią… szepnął
przymykając powieki
jestem… potwierdziła

26.12.2022 r.

Translate »