Budzi się przed świtem
mruży oczy
by zatrzeć
kontury rzeczywistości
nie patrzy na boki
ze strachu
że przytłoczy ją
bezmiar
przysypia jeszcze
udając
że nie musi się śpieszyć
spod powiek
obserwuje
sączący się
czas
pod drzwiami
odnajduje
ostatnie piórko nadziei
kiedy wraca
pogrąża się
w ciemnych zakamarkach
wieczora
Dzień: 2015-06-15
CHMURY
Napływają znienacka
chwile
porwane na sylaby
składają się
w jego imię
ostre jak słońce
wżerają się
w głąb
spojrzenia
zatrzymane obrazy
napastliwie
wdzierają się
zapierając oddech
rozwiewa je
powiew ulgi
zbierają się
chmury