OSACZONA

Niski pułap sufitu
przygniata mnie
leżąc podpieram go wzrokiem
coraz ciężej osacza
biała przestrzeń
boleśnie rozdziera
nieład wokół
za szybą pospadały śliwki
rozrosły się zielenią
chwasty
zapanował nieład życia
za oknem świat
którego nie ma
w moim pokoju

Czytaj dalej OSACZONA

NOC

Staje się
kiedy świat
zamyka oczy
pełna zakamarków
roziskrzona gwiazdami
bezszelestne nietoperze
wytężając słuch
omijają pozostałości dnia
cienie kotów
nawołują się
rozdzierając mrok
zjawia się zawsze
po zachodzie powiek
Wtopiona w noc
wstrzymuję oddech
by nie zagłuszyć ciemności

Czytaj dalej NOC

KSIĘŻYCOWA NOC

Srebrna noc
wiosenna
zamknęła mnie
w ramionach
– to nie po mnie
na pewno
cofam się w głąb siebie
– nie umknę
przed nią
powietrze przejrzyste
otula mnie lekko
księżyc srebrzyście
rozpościera skrzydła
lecą myśli
śladem wspomnień
tam gdzie czas
był przede mną
niepokój przymyka oczy
nadchodzi sen
przed świtem
poświatą srebrną

Czytaj dalej KSIĘŻYCOWA NOC

PRZEBUDZENIE

Rozkwitła nagle przestrzeń
śpiewa ptakiem
tym samym
co zniknął w bez pamięci
trzepoce serce
w powiewie przypomnienia
nie myślałam
że ptak jeszcze istnieje
unosi mnie śpiewem
w ponad czas
moje serce łopoce
budzi się z zapomnienia
jeszcze żyje

Czytaj dalej PRZEBUDZENIE

PRZYPŁYW

Przecinam drogę światłu
zaciskam powieki
czarna noc
wzbiera we mnie
tak długo już
cię szukam
na próżno
wzburzona ciemność
rozdziela nas
jesteś na wyciągnięcie ręki
gubię cię w sennych widziadłach
przygniata mnie żal i tęsknota
w błędnych zaułkach nocy
idę do kresu świata
nie zdążę cię odnaleźć
nim zderzy się niebo z ziemią
na końcu nocy
wezbranej we mnie

Czytaj dalej PRZYPŁYW

ITALIA – PESCHIERA

artystyczne-007 Świtem pomruki bure
błysnęły
zamknęły nieba żarliwą zapowiedź
daremna nadzieja
nim znów głowę wzniosła
skwar rozlał
do białości rozjarzony błękit
w wąskiej uliczce – brama
nad stołem biesiadnym
dotknęły jej twarzy
oczy szmaragdowe
wśród falistości włosów
myśl jak błyskawica
rozbłysła – czy raj to?
– czy wąska ulica?
Spytał wzrokiem
rozpalonym obietnicą
– bo tylko tam anioły
chodzą po ulicachartystyczne-008 artystyczne-009
Czytaj dalej ITALIA – PESCHIERA

ŻYCIE

Dalszy ciąg nie nastąpi
ani o krok nie wyprzedzi lęku
tylko strach zaszczepiony w piersi
jest nieuchronny
i powtarzalny
jak chwast którego nie sposób wyplenić
on zostaje na krótkie zawsze
miliony razy powiela
koniec świata
odradza się
w nieskończoność
ma barwę ciemności
trwa nieustanny
kres istnienia

SZPALER NIEBIESKI

Tak późno
przemykam się
między podmuchami wiatru
pomiędzy myślami
i ten niepokój szarpiący
że nie zdążę Cię spotkać
umknęły mi Twoje słowa
ciepły dotyk twarzy
w poprzek drogi
topole milcząc
wrosły w niebo
przeciska się przez gałęzie
obłok kremowy
obłok różowy
znieruchomiały szpaler niebieski

Czytaj dalej SZPALER NIEBIESKI

PEGAZ

Pamięć daremna
rozpala światło
w oddali
wspinasz się
gdzie śladu po Tobie nie ma
czy widziałeś rumaka
powalonego na środku drogi
skrzyżował nogi
pod batem
i nie mógł się wznieść
ponad chmury
minęłam go spojrzeniem
utkwionym obok
krzyk przerażenia
coraz bardziej milczy
Czytaj dalej PEGAZ

URODZONY W BEZCZASIE

mojemu synowi

Zamknięty w klamrze czasu
między zegarem na ścianie
a sekundami drgającymi
na ręce –
– jak wahające się tętno
w bezczasie wstrzymanych minut
uwolniła się nieokreśloność losu
tajemnica przeznaczenia
w różnych wersjach
pewnie dlatego uchodził
cało z matni
pomiędzy krążącymi
wokół drobinami czasu
dla niepoznaki
nigdy nie nosi zegarka

Czytaj dalej URODZONY W BEZCZASIE

NIE OCALAŁAM

Przyniosłam kamień z drogi
tyle w nim całego życia
chwil zdławionych
na krok przed ocaleniem
pamiętam – przygniatał myśli
w zamkniętym kręgu czasu
myślałam – zrzucę go z ramion
za progiem
tuż tuż
jeszcze trochę
spływały krople czasu
kamień wślizgiwał się
coraz ciężej do wnętrza
pod jego naciskiem
nadzieja zapadała się
w niepamięć
Przywlokłam kamień
ponad siły
Nie ocalałam

Czytaj dalej NIE OCALAŁAM

Gniew motyla

Gniew Motyla 2014„Gniew motyla” najnowszy zbiór wierszy Magdaleny Ficowskiej – Łuszczek jest inny niż poprzednie. Miejsce dominującego dotąd strachu zajęła radość życia bez cierpienia. To Magdalena jest tym motylem. Jej gniew dotyczy tych, którzy skazywali ją na „pół wieku umierania” niepotrzebnego, bez sensu, tak prostego do usunięcia. Ludzi mających władzę sprawczą nad jej życiem, którzy nie chcieli udzielić jej ratunku. Gniew na milczącą zgodę świata na jej krzywdę.Przez 50 lat życia, z powodu nadciśnienia klęczała przy sedesie rzygając do nieprzytomności,wypluwając flaki, z bólem rozsadzającym głowę przez dziesiątki godzin.Kiedy zdarzały się 2-3 godzinne przerwy w tym umieraniu na kolanach, pojawiała się wśród ludzi- z umytymi loczkami,śliczna, pachnąca. Tak mocno trzymała się życia,że zacierała wszystkie ślady choroby.Trudno wymagać od niej, żeby szła do lekarzy śmierdząca i zarzygana.Ale opowiadała im o bólu rozsadzającym jej głowę i szyję, a oni mówili: „nie możemy leczyć objawów nie znając przyczyny” i nie dawali jej nic na nadciśnienie. Przyczyny nie poznali nigdy, ale wystarczyły dwie małe tabletki na nadciśnienie, dane jej przez Ordynatora Rehabilitacji w szpitalu Grochowskim w Warszawie, żeby nastąpiło wyleczenie natychmiastowe. Miała już 56 lat i za sobą pół wieku umierania. W jej dzieciństwie mawiano o „zasłonie milczenia”. Na wiele spraw Magdalena spuszcza tę zasłonę.
„Moje życie nie było złe, było upiorne” – powiedziała w rozmowie Magdalena Ficowska – Łuszczek. Jak gdyby ludzie podświadomie chcieli jej wszystko odbierać. Wydawało im się, że „ona ma za dużo”, że dla nich będzie więcej jak ją docisną. Tak sobie teraz tłumaczy niezliczone ciosy, których doznawała.
Jako dziecko myślała, że trzeba przetrwać koszmar dzieciństwa i potem jak będzie dorosła, zacznie się szczęśliwe życie… Zawsze wierzyła w bajki. Ludziom nie przychodziło do głowy, że wcale nie chcieliby być na jej miejscu. Walczyła o życie od chwili urodzenia jako 7 miesięczny wcześniak , o każdy dzień przez 50 lat straszliwych męczarni z powodu nadciśnienia, którego nikt z lekarzy nie rozpoznał, sugerując drastyczną postać migren. Kiedy szukała u nich pomocy mówili, że nic się nie da zrobić, albo że to bzdury. Zdarzało się, że parskali śmiechem. Przecież były to osoby z dyplomami, fakultetami. Czyżby wszystkich zwiódł jej wygląd?
„Tego nie dało się przeżyć, a jednak przeczołgałam się przez to”.
Z domu dostała na życie strach, który zamykał jej dostęp do świata. Mimo to kiedy była nastolatką i przemykała przez Warszawę, bywało, że ludzie „wrastali w chodnik” na jej widok. Czasami, jak się później okazywało, byli to fotograficy. Z takiej „łapanki” porwano ją na kilkanaście okładek kolorowych czasopism. Podpisano z nią umowę na pracę fotomodelki. A ona uciekała, odrzucając różne propozycje. Widać jak komuś coś pisane to go nie ominie. Ten etap życia zakończył się z chwilą zamążpójścia, które wykluczało takie zajęcia.
Po maturze okupionej rzekomymi migrenami już nie zdołała udźwignąć napięcia związanego ze studiami na UW.
Wcześniej mimo tych trudności, w wieku 17 lat wyjechała jako niepełnoletnia na „czerwony dowód tymczasowy” do pracy przy układaniu kwiatów w bukiety w Szwecji. Pracowała tam przez 3 kolejne wakacje. Nie było to łatwe również ze względu na ograniczenia, które stwarzał