Fale napływające
na piasek
biała róża
na końcu istnienia
krzyk mew
głaszcze powierzchnię
morza
zanurzam myśli
w szmaragdowym
szumie marzeń
zostawiam kształt
swoich stóp
na morskim brzegu
serce się szarpie
9.10.2015r.
Fale napływające
na piasek
biała róża
na końcu istnienia
krzyk mew
głaszcze powierzchnię
morza
zanurzam myśli
w szmaragdowym
szumie marzeń
zostawiam kształt
swoich stóp
na morskim brzegu
serce się szarpie
9.10.2015r.
Chłopaki rzuceni
w wir wojny
rany przeżarte
bólem
głowa cherubina
w złotych pierścionkach
zaciśnięte powieki
nad palącym bólem
dym papierosa
spomiędzy warg
na moment spojrzenie
jasne jak błękit
wybuch wyrywa
z nieba
deszcz ziemi
9.10.2015r.
Wielkie koło
wielkiej wojny
nad sufitem
skrzypią zawiasy
jakichś drzwi
na dworze
szemrzą liście
rozchlapuje się
deszcz
zamykam okno
staje się zacisznie
18.10.2015r.
Pojawiam się
jak wiatr
jak mgła
muśnięcie warg
odpływam
na fali marzeń
morze
zielonym bezkresem
sięga nieba
faluje myślami
morski szkwał
siecze po twarzy
wiatr strzępi powietrze
11.11.2015r.
Krzyk mew
rozdziera
zmierzch nieba
za oknem
przyniosły mi
na skrzydłach
kołysanie morza
fale przepływają
przez moje serce
w ciemnościach
swojej wędrówki
trzymałam
nić poezji
U celu
powiedziano mi
że furtka jest zamknięta
Znienawidziłam
swoje marzenia
26.12.2015r. Warszawa
Powietrze jest twarde
jak milczenie
uderza
fałszywym świadectwem
krzepnie jak krew
podniosę się
otworzę okno
oddech
popłynie z wiatrem
27.12.2015r.