Skamieniałam
pod ciężarem myśli
zesztywniała
czuję ból ciała
przez zasłonę
słoneczne światełka
przeświecają
na skrzypiących kołach
toczy się życie
31.10.2018r.
Skamieniałam
pod ciężarem myśli
zesztywniała
czuję ból ciała
przez zasłonę
słoneczne światełka
przeświecają
na skrzypiących kołach
toczy się życie
31.10.2018r.
Potwory z naszego życia
nie są anonimowe
mają imiona i nazwiska
milcząco zapisane
w naszej pamięci
Pozornie idziemy dalej
nie oglądając się
do tyłu
dźwigamy ich
okrutne ciosy
podstępne zasadzki
a oni myślą
że pamięć się zatarła
Zło trwa
jest tylko odrobinę
dalej
9. 06. 2018 r.
Jak ciemno
czy od wczoraj
skończyło się
życie ?
Nasza rozmowa
wypaliła
bólem
istnienie
rozognione piętno
miłości
teraz
już tylko leżę
20.02.2019r.
Napotkał jej oczy
rozległe
jak senne jeziora
rozpostarł dla nich
obietnicę
spełnionych marzeń
wyniósł na rękach
z bagna upodlenia
biedą
ciężką pracą
jak mgiełkę leśną
wtłoczoną tam
przez zawiść
pospolitości
31.10.2018r.
Ta nocna próba
porozumienia
dla dobra oprawców
była straszna
na szczęście
nikt nikogo
nie zamordował
ani się nie powiesił
rozpacz sięgnęła
zenitu
została nam
śmiertelna cisza
winowajcy
mają się nieźle
na bezpiecznych
pozycjach
oczekują ofiary
21.02.2019r.
Rozdaję swoje wiersze
na złotej tacy
leżą gołe
bezbronne
w swym nierozpoznaniu
podaję je w wasze ręce
to dobry interes
bo pierwszy
macki wsuwają się
zamykając wszystkie drzwi
obdarowani
niby od niechcenia
odwracają głowy
zawsze można powiedzieć
że to było przeoczenie
31.10.2018r.
Żądano mojego życia
nie mogę się ruszyć
leżę
przygnieciona rumowiskiem
przypomnienie jej głosu
jak świst pejcza
roztrzaskało
poukładany świat
mam jeszcze
resztki powietrza
zapadła
grobowa cisza
w nocy słyszałam
klucz w zamku
myślałam
że zostałam sama
ale w mroku
dojrzałam go
leżącego
o świcie zajrzałam
do pokoju
bojąc się cienia
pod sufitem
mój zdławiony oddech
gotów zadać mi
śmiertelny cios
wyrównał się
ON
spał wtulony
w poduszkę
22.02.2019r.
Nie byłam zachłanna
całe wieki
tonęłam w mroku
cierpienia
przebłyskami życia
wznosiłam spojrzenie
skazańca
pytając
ile jeszcze wytrzymam
w tej otchłani
termin zapowiadała
gwiazda na dłoni
jak ostateczny wyrok
czas nadszedł
promieniami gwiazdy
rozświetlił istnienie
niespodziewanym
blaskiem ułaskawienia
4.11.2018r.
Potknęłam się
o kamień
tyle ich
na mojej drodze
nieskończoność
ludzkiej podłości i głupoty
spychała mnie
ze szlaku
trzymałam się
naprężonej liny
nad otchłanią
wypadłam ze snu
osuwając się
w przepaść jawy
9.06.2018r.
Kiedy uderza w ciebie
ten znany już
głos roszczeniowy
zdław w sobie
łomotanie
nie dawaj serca
na dłoniach
bo weźmie
jak kawałek mięsa
gdy zgłodnieje
zażąda więcej
nie uszczęśliwisz
oddając wszystko
kiedy to ty
zostaniesz bez niczego
na chodniku
nie znajdziesz ukojenia
tylko twardy kamień
cierpienie
głód i obelgi
23.02.2019r.