Szarymi kostkami chodnika
przez obce podwórka
dzieciństwa
próbowała dotrzeć do domu
zza pleców wspierał ją syn
chrapliwie dodawała otuchy
towarzyszka przetrwania
z pracy
schronili się
w czystej pościeli
otwartego mieszkania
uciekała bez butów
z twarzą rozpaloną wstydem
kiedy zjawił się właściciel
stopy w ubłoconych
skarpetkach
prowadziły ją do domu
widzieli już swoją
klatkę schodową
dojście zablokowała
zepsuta winda
przejścia nie było
4.01.2019r.