MOJA MŁODOŚĆ

Sama znalazłam jedyną
szansę na przeżycie
wydarłam tę pracę z gardła urzędniczce
to była oferta
tylko dla swoich
wściekle wciskała mi
nakaz na sprzątaczkę w hotelu robotniczym
pomknęłam po swój los z duszą na ramieniu
mój widok rozpromienił
decydenta z kadr
ostrzegł bym zataiła
że jestem poetką:
– bo panią zagryzą
nie pojęłam
byłam przecież w fortecy dóbr kultury
Osaczyły mnie spojrzenia
ciężkie od nienawiści
oplotły wężowe języki
pomijałam milczeniem
szydercze gesty
kpiące miny
wydeptywane ścieżki
codziennych donosów
podpisy zbierane
by mnie usunąć Z ŻYCIA w ciszy wypełniałam
rozkazy sięgające
krawędzi możliwości
zawieszałam spojrzenie w przestrzeni nieba
za szybą
by osłonić się przed nimi
wypasieni nadzorcy
strzelali upodleniem i nędzą
zabijali wzrokiem
protest był zakazany
– jak się nie podoba
to droga wolna za bramę
wybór między
katorgą a śmiercią głodową
tak pozbawili mnie młodości

7.09.2022 r.

PIĘTNO NIENAWIŚCI

Umęczona katorgą
przetrwania
na progu śmietnika
przemieszczałam się
podmiejskimi autobusami z przesiadką o zmierzchu
by ratować istotę
swojego życia
zderzałam się z kamiennym oporem
przez mroczne
wertepy umierania
szukałam dobrego losu w rozdzielniach wybrańców
odprawiano mnie z kwitkiem
moim śladem sunęła
czarna limuzyna z oczerniającymi mnie
instrukcjami
odbierającymi tożsamość w męczarni cierpienia
mający boską moc
uzdrawiania
odmawiali pomocy
zabijając
w urzędniczych boksach
połączonych siecią
powiązań
spychali w przepaść
upodlenia
bez szans na ocalenie

15.09.2022 r.

ŚCIANA WIEŻY BABEL

Rozedrgana tęsknotą
pragnieniem miłości
za szklaną ścianą
wieży Babel
widziałam
czarodziejski obraz
swojego życia
rozpaczliwie
sięgałam tam myślami
spływały po lodowej tafli
obcej mowy
nie umiałam poprosić o bilet na przejazd
kolejką do wnętrza
gorące uczucia
odbijały się
od przejrzystej
powierzchni wszystkiego
chłopakowi z marzeń
wskazałam gestami
dziewczynę by pomógł…
otoczył ją opieką
od pierwszego spojrzenia
mrugnął do mnie
na pożegnanie
bezradnie wobec
powalającej niemocy
patrzyłam
oddzielona
od swojego życia

17.09.2022 r.

Niebieska Poświata 2026

Niebieska poświata ujawnia miejsce zbrodni. Towarzyszyła mi całe życie. Nikt tego nie zauważał, bo zabijać można też bezkrwawo, a ofiara się nie skarży. Myślałam, że tak musi być. Delikatna dusza sponiewierana w artystycznym świecie poezji i malarstwa. Byłam siedmiomiesięcznym wcześniakiem o sercu z wosku. Weszłam w drogę ambicjom najbliższych. Napiętnowana strachem, brakiem troski w obcym świecie też napotykałam prześladowania i niesprawiedliwość. W poniżeniu przetrwałam dzieciństwo, oczekując cudownej odmiany w dziewczęcej dorosłości. Dałam się zwieść obietnicy szczęścia  niebieskich oczu zbójnika spod Tatr. Mówił o moich oczach jak zielone migdały i że piękniejszej dziewczyny nie widział na całym świecie. Swojej Matce oznajmił, że albo ta dziewczyna, albo żadna inna. Naiwnie myślałam, że w świecie wielkiego sportu nie ma miejsca na alkohol. Nie znałam go w domu rodzinnym. Nie przyszło mi do głowy, że jest inaczej… Spytał czy urodzę mu syna. Obiecałam, że tak. Już w trzecim miesiącu ciąży, gdy byliśmy na wyjeździe treningowym na lodowcu Dachsteinie dusił mnie ,  zaciskając swoją mocną dłoń Mistrza na mojej szyi. Stałam bezbronna, bez ruchu. Kiedy puścił moją szyję okazało się, że moja twarz i szyja były pokryte gęsto gwiazdami popękanych naczyń krwionośnych. Nie poskarżyłam się, ale jego główny trener przyszedł i oglądał mnie uważnie bez słowa. Trzy miesiące później zabrano mnie na zgrupowanie treningowe do Wałcza. Tym razem było gorzej. Mój ślubny kazał mi wejść z nim do sportowego kajaka. Byłam zgodna, aby nie wywoływać agresji. Usiadłam skulona w kajaku, w sukience ciążowej i butach. Na środku jeziora  stanął na wyprostowanych, silnych nogach biegacza . I patrząc z góry w moje oczy rozbujał kajak i tak go przewrócił. Nawet nie zdążyłam złapać powietrza. Poleciałam na dno, głową w dół. Pozostając w odwróconej pozycji siedzącej. Nawet nie zamknęłam oczu i lecąc w dół widziałam zielone nitki wodorostów w mętnej wodzie. On myślał, że już po wszystkim. Chcąc żeby to wyglądało na wypadek wypchnął mnie swoją silną, wytrenowaną dłonią na powierzchnię w kierunku bliskiego tam brzegu. Siłą pędu sama doleciałam przez wodę na brzeg. Nie zdążyłam się nawet zakrztusić ani przestraszyć. Zbyt szybko mnie wypchnął i jego plany się nie powiodły. Dostałam tylko ciężkiego zapalenia obu nerek i miejscowe pielęgniarki ratowały mnie i synka w brzuchu, codziennymi zastrzykami penicyliny. Tuż przed rozwodem po 10 latach małżeństwa, wypomniał mi z nostalgią: żałuję że wtedy nie udało mi się was utopić. Kiedy upragniony synek Artur miał półtora roku małżonek zestresowany odległym miejscem na Olimpiadzie zaczął mnie bić koło południa a skończył po północy kopaniem mnie na podłodze. Dusił mnie też zaciskając w kołdrze. Miał fenomenalny organizm, niestety swoją światową karierę sportową utopił w alkoholu. Innym razem przez kilka godzin w nocy, groził mi poderżnięciem gardła swoim trofeum z wygranego biegu w Lahti, wielkim scyzorykiem. Wypijając w trakcie tego wino z pięciolitrowej butli, robił zamachy tym nożem i zatrzymywał go na mojej szyi. Ze słowami : zaraz cię zabiję. Wiele lat milczałam na temat tej przepowiedzianej mi małżeńskiej gehenny, bo ślubny obiecał mi na odchodne : jak komuś powiesz, to cię zabiję. Zresztą nie chciałam mu zaszkodzić. Tak więc podłość ludzka zrobiła z mojego życia miejsce zbrodni, świecące Niebieską Poświatą. Cudem uratowana z tej masakry mojego losu, u schyłku nieistnienia, nieoczekiwanie dostałam od Boga nowe życie, szczęśliwe – bez bólu i strachu, spełnione. Magdalena Ficowska Łuszczek – poetka.

PONAD MIARĘ

Szmaragdową tęsknotą morza
sięgała za linię horyzontu
tkliwie brała na siebie
ciężary cudzego cierpienia
uskakiwała przed palącą
nienawiścią w spojrzeniach
mijali ją zabijając wzrokiem
oblepiali plugawymi kłamstwami
straszyli oślepieniem
wbrew przysiędze Hipokratesa
zepchnęli ją w kaźń umierania
gdy prosiła na krawędzi
o zmiłowanie
robili spektakl odmowy
kiedy rozdawała piękno
mówili że nie jest nic warte
była ponad miarę
tego co mogli znieść
schodziła im z drogi
wstydziła się że żyje

20.09.2022 r.

CZASY OSTATECZNE

To była tresura
nienawiści i upodlenia
na najgorsze czasy
ciosy spadały
ze wszystkich stron
według wskazań
najbliższych
rozprzestrzeniając się
jak kręgi na wodzie
po rzuceniu we mnie
kamieniem oszczerstw
chcę o tym milczeć
ale rozdrapuję
składam się z tych ran
taki los zgotowali mi ludzie
nigdy nie miałam oddechu
bez strachu i cierpienia
też jest mi przykro
że nie jestem brylantowa
ale nie przekreślę milczeniem
całego swojego życia

20.09.2022 r.

BEZ NEGOCJACJI

Nie broniłam się
gdy fałszywie
mnie oczerniali
od zarania
przeszłam mocną
tresurę
moje próby
ukazania niewinności w oczach rozwartych
rozpaczą krzywdy
zatwierdzały karę
bez negocjacji
kiedy moimi śladami
rozpuszczano wici
pomówień
odbierające mi
godność ludzką
tak na wypadek
gdybym zaczęła
ujawniać prawdę
milczałam zażenowana
wydawało mi się
że nikt nie uwierzy w ich absurdalność
zarzucano mi urojenia o byciu poetką
w imię
interesów oprawców
myliłam się
uznawano ich
kłamstwo za prawdę
spychając mnie
na margines świata

24.09.2022 r.

BYŁO MINĘŁO

Uśmiecham się
z niedowierzaniem
tak przeleciało
moje życie
w koszmarze udręczenia
nie zdążyłam
złapać oddechu
minęły – piękno
młodość marzenia
tyle pragnień spalonych
czekałam myślałam
że zapłaczesz nade mną
ale zniknąłeś
w oddali milczenia
było minęło
tylko dlaczego
tak strasznie
w piekle upodlenia

26.09.2022 r.

SIOSTRA

Kiedy pojawiłam się
zabrałam dziecko
które było w niej
na wędrówkę
w poszukiwaniu
szczęścia
z zemsty porwała mi
dziecko które było
we mnie
szukałam go
w przerażeniu
pod karą śmierci
nie odnalazłam
dróg wyjścia z matni
nienawiści

13.10.2022 r.

BEZKRES

Zakręcił
nadmorski wiatr
wieczorem
poniósł dźwięki
gitary jego śpiew
dla niej
złączyły się
ich spojrzenia
Ziemia zafalowała
błękit wpadł w zieloność w purpurowym
blasku nieba
poszli brzegiem
bez końca
świtało

15.10.2022 r.

DZIECIŃSTWO

W ciemności nocy
huku kół lokomotywy
początek TRWOGI
ponad siły kruszyny
jak pisklę łabędzia
skazane na zagładę
rozpostarł przestrzenie
samotności strachu
przed gromami władcy
uderzającymi znienacka
poniżeniem bez ocalenia z przyzwoleniem obojętności
tej co mnie nie osłaniała
klatka ścian bezruchu
skąd mogła wyskoczyć
Baba-Jaga i pożreć
jeśli się poruszę
bezmiar letargu nudy
bez poznawania świata
nakaz milczenia
by nie przeszkadzać
czerń bezsennych nocy
zgniatająca myśli dziecka
furia strzelająca piorunami
pogarda odbierająca szanse
zawiść pozbawiająca piękna
tresura bycia perpetuum mobile
bez zasilania piciem i jedzeniem
wszechogarniające przerażenie
zamykające drogi wyjścia

20.10.2022 r.

WOREK POKUTNY

Jej pierwsze spojrzenie
przesycała nienawiść
sowich oczu
jak wobec rywalki
niby cerber u boku
istoty mojego życia w worku pokutnym
pilnowała jego
kamiennej obcości
wobec mnie
spychała mnie
pod ścianę straceń
bym nawet wzrokiem
nie ważyła się ujawnić
więzi z nim
osaczyła go groźbami
trzaskającymi w twarz
uczyniła niewolnikiem
strachu przed karą
która go powali
ona co chciała ograbić mnie
ze wszystkiego przepędzając
kopniakami obelg
zniszczyć to czego
nie zdoła mi wydrzeć
napełniała nową istotkę
przerażeniem na mój widok
uczyła że robi jej się niedobrze
kiedy patrzy na mnie
obdzwaniała powiązanych
ze mną z donosami
by zniszczyć w ich oczach
zakazała istocie ze mnie
kontaktów ze mną
powodowana zboczoną myślą
tak że pytał w rozpaczy
czy miałby mnie zabić
by ją zadowolić
ta co wyrzuciłaby
mnie na bruk
gdyby zdołała
bo „każdy ma tak
jak sobie poukłada”
Jedyna obdarowana
sensem mojego istnienia

25.10.2022 r.

Translate »