Byłam jak skopany pies
w kagańcu
moje oczy
świeciły błagalnym strachem
wszelkie próby
stania się człowiekiem
niszczono
pogarda
spychała mnie
na wyznaczone miejsce
do kąta
rozkwitłam jak kwiat
kiedy właściciele zniknęli
8.05.2018r.
Byłam jak skopany pies
w kagańcu
moje oczy
świeciły błagalnym strachem
wszelkie próby
stania się człowiekiem
niszczono
pogarda
spychała mnie
na wyznaczone miejsce
do kąta
rozkwitłam jak kwiat
kiedy właściciele zniknęli
8.05.2018r.
Jest tak cicho
w półmroku
przed świtem
moje serce
powoli wypełnia
niepokój świadomości
rozpiera je jak balonik
tupot kroków
zatrzymany w biegu
łomot serca
łapiącego oddech
przeskakując po dwa schody
milczące
obrazki dzieciństwa
skulone strachem
za ciasne buty
skurcz przerażenia
pod ścianą
zaciśnięte pięści
oprawców
stado plujących dzieci
czyjeś paznokcie
rozrywające mi
w ciszy
skórę na dłoniach
w lustrze
wielkie oczy
smutnego dziecka
19.09.2018r.
Odważni zgarniają całą pulę
łap szczęście jak swoje
nie patrz na innych
ono jest tylko twoje
nie wahaj się
dostaniesz
falowanie w obłokach
uśmiech miłości
na zawsze w oczach
9.05.2018r.
Na niebie
ponura szarość
spycha na granicę
rozpaczy
w żołądku zaciska się
węzeł
nad krawędzią przepaści
odmierzam kroki
trzymające mnie
przy życiu
balansuję na skraju
przerażenia
2.10.2018r.
Myślami tańczyła
między podmuchami wiatru
strącali ją ostrzami spojrzeń
jak mgła zwiewna
nie była dobrym
materiałem na żonę
jeśli ktoś chciał
znaleźć w niej kuchtę
pochylała się nad krzywdą
więc zadawali ciosy
kiedy znajdowali ją
w swym zasięgu
rzucali kamieniami słów
Tak ich zapamiętała
29.05.2018r.
Poraził go
jej widok na plaży
pomyślał to Bogini
zesłana na Ziemię
Ten Drugi zagadnął:
cześć jak ci na imię
kolega chciałby zagrać
dla ciebie piosenkę
zsunęła okulary
na koniec noska
chcąc zobaczyć
kto się tak pali
by zagrać dla niej
pieśń Cohena
zamienił tylko imię
na Magdalen
i trafił do jej serca
nadmorski Grajek
25.04.2019r.
Nocami znów trafiam
do ciemnych lochów
muzeum
przebijam się przez nie
jak górnik w pokładach węgla
zasypują mnie
ciężary
przekopanej pracy
wzdłuż korytarzy
przetrwania
goszczą się
przy wykwintnych stołach
figury bez znaczenia
na kolanach zmiatam
gruz spod ich nóg
za jałmużnę
by przeżyć
12.10.2018r.
Nie wchodźmy
sobie w drogę
nie chcę spotkać
nikogo
ciągle zahaczam
o wspomnienie
ze znaną mi twarzą
wolę rozluźnić
myśli na pustyni
bez ciągłego wybaczania
ich słabości
usprawiedliwiania
mojej czułości serca
trzymajmy się
z daleka
16.10.2018r.
Przytulam cię do snu
moje dłonie znów
pobłądziły
i są tam
gdzie kryje się
rozkosz w poziomkach
…a może nie pobłądziły
są tam gdzie być powinny
30.05.2018r.
Mam zielone
gniazdko ocalenia
wśród gałązek bzu
zastukał do mnie
w szybę ptaszek
na przywitanie
ruda wiewiórka
zajrzała przez okno
pomachała kitką
Uwiłam je
na stosie cierpienia
Tu odnalazła mnie
miłość
Pan Jezus osłonił
skrzydłem dłoni
To moja norka
spełnienia
17.10.2018r.
Słyszysz
świat nabrzmiewa
śpiewem ptaków
tysiące dźwięków
rozsadza
kopułę nieba
wschodzi dzień
31.05.2018r.