Zjawiała się
w jego snach
ich usta
uczyły się miłości
dłonie poznawały
pieszczoty
rozsmakował się w niej
oświetlonej ostatnimi
promieniami słońca
odrealnionej
nieziemskiej
25.07.2019r.
Zjawiała się
w jego snach
ich usta
uczyły się miłości
dłonie poznawały
pieszczoty
rozsmakował się w niej
oświetlonej ostatnimi
promieniami słońca
odrealnionej
nieziemskiej
25.07.2019r.
Upajam się
miękkim dotykiem
poduszki
pod policzkiem
i pośladkiem
przez nozdrza przelatuje
cudowny powiew
wiatru
z wiatraka
leżę na boku
czuję
moje żebra i nogi
swobodnie rozluźnione
na powierzchni koca
Nie chciałabym
być księżną Meghan
ona nie może
tak byczyć się
na tapczanie
27.07.2019r.
Rozgrzmiało się hukiem
niebo
przykryła deszczem
ziemia
nareszcie obmyją się
bzowe liście
schłodzi skwar
i zmęczenie
napije się rzeka Wisła
ugasi pragnienie
pola napełnią się
życiem
urodzą nam jedzenie
spłynie zapiekły
gniew z nieba
A ja przez okienko
swej norki
w zieleni
patrzę jak spadają
życiodajnej burzy
strumienie
29.07.2019r.
Opowieści Tatrzańskie, to jedyny zbiór wierszy dla dzieci Magdaleny Ficowskiej Łuszczek. Napisany przez nią w latach 1981 -1990, kiedy mieszkała wraz z synkiem Arturem Łuszczkiem i mężem Józefem Łuszczkiem w Zakopanem. Napisała te oryginalne wiersze dla synka Artura i w jego imieniu. Tak jakby był to obraz tatrzańskiego świata odkrywany oczami małego chłopca – syna narciarskiego mistrza świata Józefa i jej – Magdaleny.
Ciekaw jestem
czy w schronisku pod Giewontem
gwiazdki mieszkają ?
Muszą przecież gdzieś odpocząć,
a tam najbliżej mają,
I chciałbym wiedzieć,
choć strach mnie przejmuje dreszczem
czy lawina to jest śnieżne
zgłodniałe zwierzę?
Zastanawia mnie też sprawa taka
czy z szarotki aksamitnej kwiatka
co na sarniej skale wyrosła
będzie kiedyś sarna dorosła ?
Myślę o tym wszystkim w tajemnicy
bo choć nie wiem jaki cel w tym mają
nic mi o tym nie mówią rodzice
I wszystkiemu co odkryję – zaprzeczają.
Ujarzmiłem dzikiego wierzchowca
Nikt nie bierze przeszkód tak jak on,
kiedy skacze po kąkolach i ostach.
Zwinnie, cicho jak indiański koń.
Teraz razem mkniemy po łące,
ja i dziki, zielony koń.
A jak zmęczą nas już te harce,
mogę schwytać i zamknąć go w dłoń.
Jak mi mama każe już wracać,
zanim zmierzch szary zapadnie.
puszczę wolno mego rumaka.
Niech sobie hasa swobodnie.
W ciemności za oknem
nieruchome
punkty świetlne ulicy
oddalające się
światła samochodu
przemyka
przytulne wnętrze
wygodne siedzenia
nowe światełko
mruga po prawej
męskie dłonie
na kierownicy
ogarniają noc
auto skręca
światła cudzego życia
znikają
w pamięci
zatrzymane
na zawsze
30.07.2019r.