MOC ZNISZCZENIA

Z początkiem świata
poznałam gniewne słowa
jak granaty
rozrywające strachem
jak kamienie
zabijające upodleniem
uginającym ramiona
po nich spadały uderzenia
kłamliwe potwarze
odbierające godność
zabójcze plany
cudem niedokończone
czyhające
groźby oślepienia
Dziwisz się czemu ludzie
przejmują się słowami?
twierdzisz że są bez znaczenia
to tylko słowa…
Ja czułam ich ostateczną moc
zniszczenia mojego życia

22.05.2022r.

PEŁNIA

Miałam dla was
serce na dłoni
nie byłam wam
siostrą ani bliźnim
nie byłam nawet dzieckiem
godnym zlitowania
nie znałam zasad :
nie okazuj strachu
wyprostuj się
za słabość zginiesz
zadawaliście ciosy na oślep
rozrywaliście do żywego mięsa
nie broniłam się
by was nie zranić
uczyłam się tego odrzucenia
całe życie
teraz nie jesteście
mi siostrą ani bratem
tylko pełnią
podłości i okrucieństwa
ale wciąż mam litość
dla waszego cierpienia

22.05.2022r.

Czytaj dalej PEŁNIA

PRAWA KOSMOSU

Środek wszechświata
ukryty w moim sercu
widziałam cudze szczęścia
krążące na orbitach niedostępnych
zdobywane na gruzach
mojego istnienia
z czarnej dziury strachu
obserwowałam okrutne prawa
kosmicznej równowagi
wybuchy tworzenia siebie
na spopielonych śladach
po moim życiu

24.05.2022r.

Gwiezdne Wampiry 2026

Gehenna, którą zapowiedział poetce Magdalenie Ficowskiej szeptem zamiast życzeń ślubnych, pierwszy trener mistrza świata w biegach narciarskich, przerosła wszystko co mogła sobie wyśnić w piekielnym koszmarze. Tego nie dało się przeżyć. Wyrwała się z kaźni po dekadzie w zbójeckiej jaskini małżeńskiej. Uciekła pociągiem do swojej Warszawy, by kupić norkę ocalenia, gdzie mogłaby się schronić wraz z małym synkiem Arturem Łuszczkiem. W środku stolicy autobus miejski stanął w korku. Był letni dzień, Magdalena siedziała przy oknie i te jej wielkie, zielone oczy przyciągnęły uwagę siedzących na krawężniku chodnika dwóch chłopaków. Wciąż wyglądała jak maturzystka, piękna dziewczyna. To ich sprowokowało. Kiedy zorientowała się, że coś złego się dzieje, było już za późno. Poczuła straszny, przesuwający się nacisk w oku od strony okna. Zasłoniła dłonią oko, ale to już nic nie dało. Zobaczyła wokół siebie przeskakujące czerwone światełka. Spojrzała w bok przez szybę okna autobusu i ujrzała dwóch śmiejących się do siebie wyrostków. Celowali tym przenikliwym czerwonym światłem w jej oczy. Rechotali przy tym jak żaby, ucieszeni, że udał im się zgryw. Przeraźliwy ucisk, przesuwającego się cięcia laserem trwał. Czuła każdy milimetr, jakby miało jej wypaść oko. Jednak choć inaczej, ale wciąż widziała. Późniejsze badanie USG oka u znakomitego okulisty, wykazało, że rozwarstwione ciało szkliste oka, rozerwało się. Cudem nie oderwała się siatkówka i nie został przecięty nerw wzrokowy. Dlatego nie oślepła, choć jej znakomite dotąd widzenie zostało ograniczone.
Aby jakoś przeżyć z synkiem, znalazła pracę w znakomitej, państwowej instytucji muzealnej. Okazało się dla niej miejscem niewolniczej pracy, gdzie spędziła następne 24 lata poniewierania nią jak zwierzęciem i śmietnikowej nędzy. Nikt się tego nie wstydził. Ktoś nawet zażartował o darmowej pracy i budowaniu kapitalizmu na niewolniczej pracy. Wtedy nie było dla poetki Magdaleny innej możliwości. Trwało bezrobocie. Dawała z siebie wszystko. Koleżanka z pracy spowodowała wypadek, wskutek którego strąciła Magdalenę w bezwład kalectwa. Odłamana prawa dłoń, pęknięta miednica. Zgnieciony rdzeń kręgowy spowodował paraliż nóg. Już sparaliżowana o 8 rano wezwała karetkę i czekała na jej przyjazd do godziny 12 w południe, choć mieszka blisko tego szpitala na sadach żoliborskich. W ostatniej chwili przed utrwaleniem się paraliżu, dzięki nakazowi ówczesnego ordynatora Neurochirurgii szpitala Bielańskiego na Żoliborzu, arcymistrz Neurochirurgii tego szpitala odbarczył podczas operacji kręgosłupa zgnieciony rdzeń. Powoli znów mogłam chodzić, ale część nerwów w nogach, utraciła przewodnictwo na zawsze. Mimo ogromnego wysiłku, wróciła po roku do pracy w lochach muzealnych, gdzie nie było dla niej taryfy ulgowej. Jednak ta praca była sprawą życia i śmierci, bo Magdalena Ficowska Łuszczek musiała dosłużyć się emerytury, żeby móc dalej żyć. Pewnego razu, chciała zasłonić dziurę w oknie jej kawalerki na parterze, przez którą właziły wielkie pająki. Próbowała wejść na biurko, żeby tego dokonać. Półsparaliżowane nogi nie utrzymały jej i spadła z wysokości biurka do tyłu. Leciała jak ptak w przepaść. Wtedy nie roztrzaskała się, ale dynamicznie ślepła. Z dnia na dzień. Okazało się, że rozwarstwione po cięciu laserem ciało szkliste w prawym oku oderwało się. Cudem nie zrywając siatkówki. To był szok. Pomoc wspaniałych lekarzy okulistów przywróciła częściowo wzrok poetce. Dzięki temu Magdalena Ficowska łuszczek dalej tworzy swoją poezję i może opisywać w niej swój straszny los. Kiedyś do pięknego muzeum, gdzie odbywała swój wyrok ćwierćwiecza ciężkich robót, jak za zbrodnię, przybył zza morza obcy nieznajomy. Magdalena powitała go, wychodząc z ciemności nędzy i poniżenia. Zaprosiła przybysza, opromieniając go serdecznością spojrzenia zieleni swoich oczu. Nazwał ją: „Oczy Anioła”. Umknęła przed nim. Była tak zdeptana koszmarem swojego życia, że nie była wstanie wyfrunąć na świat i szerokie wody.

POWRÓT Z GALI

Oblodzone mury obronne
starego życia wdrapuję się
po stromych schodach
pokonuję opór ciemności
i martwych nerwów w nogach
nie mam innego wyjścia
z matni poniewierki
w pułapkach nocy
czyhają na mnie
wrogie siły rzezimieszków
to jedyne przejście
ponad przyczajonym
niebezpieczeństwem
podciągam ciało
dysząc z przerażenia
pozostawiono mnie samą
pośród tłumu wiwatujących
ku czci wybrańca
napastnicy mroku
nie dopadli mnie
przez te kilkaset metrów
na miarę przeżycia
docieram do metra
oddycham z ulgą

25.05.2022r.

OPRAWCY MAJĄ SIĘ DOBRZE

Ten palący wstyd za oprawców
kiedy szargali moje imię
plugawymi oszczerstwami
zdumienie wobec ich absurdu
nie broniłam się w bezradności
traktując jak gadanie wariata
myślałam że nikt nie uwierzy
w obłąkańcze oskarżenia
milczenie uznano za potwierdzenie
Teraz nocami dopada mnie
ich żrąca siła rozdrapuje ciało
zrywając warstwy pomówień
mam alergię na hańbę
którą mnie oblepiono

25.05.2022r.

DIABELSKA ROBOTA

Pletli androny
o słuszności
drugiego policzka
głosili by zło
dobrem zwyciężać
w ciszy znosić
śmiertelne ciosy
byli po stronie
świetlanych katów bezbronna
w swej czułości serca
brała dyskomfort
oprawców na siebie
nie odwzajemniała
by nie urazić
wśród najbliższych
w cenie była podłość
kłamliwe odbieranie jej
dobrego imienia
wznosili sobie piedestały
Jej Szlachetność
nazwali upośledzeniem
dobroć – frajerstwem
prawdę o nich – urojeniami
dali jej poznać od zarania
że zło zawsze zwycięża
wdeptali ją w glebę

29.05.2022r.

ZBRODNIA I KARA

Wyczuwają
najczulsze punkty
uderzają w nie
z precyzją drapieżcy
ich nienawiść jest
proporcjonalna
do twojego
piękna i talentów
odmawiają im wartości
by wywyższyć siebie
sztuka dla sztuki
rozrywają cię na strzępy
choć nic to im nie daje
odzierają cię z honoru
praw zaistnienia
jesteś znienawidzona
zadeptywana niszczona
to zbrodnia
na twoim życiu
myślą że są lepsi
nie mają sumienia
gdy uderza w nich kara
dziwią się dlaczego
niektórych chroni
bestia piekielna
jak swoich

30.05.2022r.

Translate »