między puste krawędzie snu
wpadł boleśnie jak kamień
chciała schronić się przed nim
uciec w półmrok pokoju
zbudził ją dzień
płaczem
do którego nikt się nie przyznał
Miesiąc: styczeń 2015
ROZBŁYSK
nagle
tamto spojrzenie
skąd wśród codziennych zajęć
tak ciemno widzące
tak jasno widzialne
kiedyś nie mogła pojąć
jego zbielałych ust
jakby spłynęło z nich życie
mówił że umrze bez niej
ale zabrakło mu czasu
BEZ ZŁUDZEŃ
wplątani w ciemny wiatr
potykają się o własne kroki
podobni koniom oślepłym od deszczu
przez nieskończoność miasta
przez niepewne obok
brną każdy do swego ciepła
za końcem swojego nosa
co do którego nie mają przecież
wątpliwości
OBŁOKÓW ZA 4,50
kupiłam w kiosku
prostokątny kawałek szczęścia
ujęty w dolinie rzeki
pasował mi jak ulał
przyłapany na pienistych obłokach
zabłękitniał z tęsknoty
po horyzont
aż się zmierzwiła woda
by zatrzeć po nich ślady
gdzieś krowa wyrosła na łące
a drzewa rozchyliły się kusząco
wabiąc w gęstwinę nieuwagi
ZACHÓD SŁOŃCA
na skraju nieba
przystanęli
tak mocno
poza mną
słońce
rozgrzane w ich dłoniach
aż do czerwieni
rozdzielili między siebie
teraz gdy odeszli
mogę przytulić się
do miejsca po nich
POEZJA
zawieszona w czsoprzestrzeni
odrzuca zbędne elektrony
jak niepotrzebne słowa
złożona z jonów
skondensowana
staje się białym karłem
NIEZBĘDNI
sączyła przez rzęsy spojrzenie
mówili :
-nie zamykaj oczu
masz takie długie rzęsy
mogłyby nakryć świat –
patrzyła spomiędzy powiek
osobna
strzegła swych źrenic
przed nimi
nie mogła zdradzić się
że jest
tylko dla nich
PODRÓŻ
zwiększa się grawitacja
białego pasa
czerń pryska spod kół
trwa lot
w międzygwiezdną przestrzeń asfaltu
na niebo wpływa
senna rozgwiazda powiek
KOMUNIKAT
poszukiwana
bez nadziei
rysopis zgubiono
w razie odnalezienia
dobrze ukryć
zagraża jej otoczenie
zaleca się stan
wzmożonej nieuwagi
ALARM
ptaki ostrym przelotem
pocięły niebo
przeciągły dźwięk syreny
minął bez echa
donośnie
pozbawiony głosu
z rozłożystego wiatru
parę kasztanów
spadło
nie wybuchając jeszcze
SMUTEK
tej nocy śnieg
przysypał niebo
poczuła to wyraźnie
kiedy wreszcie spojrzała
przez okno
z żalem pomyślała
że już za późno
na słońce
którego przez tyle czasu
nie chciała przyjąć
do wiadomości
SPADAJĄCA GWIAZDA
w oczach morze niosła
i błękit
głębiej stawało się
przy niej
i rozleglej
gwiazdy szczęśliwe chwytała
jak liście jesienne
aż zabrakło dla niej
tej jednej
obudzona w niebo
jak w morze się zanurzyła
zamknęła za sobą świat
nie chciała
uczyć się ziemi
tak wcześnie
OD POGODY UCHROŃ NAS PANIE
skrył się przed nią
w ciszy
bez adresu
on jedyny spadkobierca
kawałka nieba wśród gór
danego mu na dożywocie
wyrzucił tylko listy
i zaczął żyć jak należy
bez nieważnych już mrzonek
na które i tak miał czas
tylko kiedy padało
przy pogodzie
zawsze jest robota
na ziemi pod jego niebem
POCZĄTEK NOWEJ ERY
wreszcie
stało się
zaczęłam się jej bać
uwieszonej na końcu
przykrótkiej linii życia
teraz
nauczyłam się iść
nie rozglądając się
żeby nie widzieć
triumfującej zjadliwie
wymierzonej we mnie
w oczach tych
może tamtych
nie wiem których
więc wszystkich
niosę w twarzy
wyniosłość gór
i udaję że
to nie o mnie nie do mnie
ale starcza mi tej wysokości
zaledwie na krótkie
wspięte na palce
przemijanie
NA OSTRZU NOŻA
mój mały synek
śni na ostrzu noża
na moim gardle
tuli mnie we śnie
wielką mocą małych rączek
teraz jego uśmiech jest dla mnie
choć przyniósł go w darze światu
– gościniec nadziei
której nie było we mnie –
a ja nieruchomieję z trwogi
że zaraz zjawi mu się świat
i wtedy zacznie krzyczeć
z bólu
który mnie zabije
ROZMOWA Z KIMŚ
-
Teściowej
– ech, gdybyś ty tyle przeżyła
wody żałowali
przez izbę przejść nie dali
…………………………………..
– mnie
wypalono oczy
moje dziecko zabili
może uczynili je kaleką
trudno stwierdzić na pewno
mieli plany…
przeżyłam jedno i drugie
potem powiesiłam się
wtedy Bóg przez posłańca
odciął mnie ze sznura
zwrócił oczy
dał życie dziecku
by mogło stać się wielkim
tylko ta pamięć
spuchnięta od stryczka
MOJEMU SYNOWI
zwiastowania nie było
a jednak
reszta według scenariusza
udało się zbiec
przed palcami
na których liczono już chwile
dzielące je
od pierwszego oddechu
by go zdławić
i przyszedł
choć go nie przeczuli
kruszyna jak ziarno gorczycy
co wypadło z dłoni
chcących je w pył rozetrzeć
a był z nim Wielki
nie tego świata
nie rozpoznali go
osłonił ziarno oddechem
by wyrosło
CZAROWNICA
wodzi uważnie spojrzeniem
ma szereg wątpliwości
ale pokrywa je uśmiechem
na wszelki wypadek
woli dotknąć
teraz zakreśla w powietrzu
tajemnicze kręgi
i mruczy zaklęcia
własnego obrządku
wie przecież
poprzednim razem się udało
wyczarowała z pustki
tą znajomą twarz
która najwyraźniej chce się przypodobać
można pośmiać się do niej
i złapać za palec
z bardzo apetycznym kawałkiem nieba
trzeba jak najszerzej otworzyć oczy
żeby to wszystko w nich pomieścić
ROCZNICA
Januszowi Wapińskiemu
dziś zapomniana rocznica
twojego serca
słuchałam jego bicia
więc wiem – serce się powtarza
jak zieleń brzozy
wyrosła ze źródła soków
z którego piliśmy
ich kropla krąży we mnie
poczułam jej spóźnioną gorycz
przyjdź
chcę oddać ją tobie
abyś mógł sobą wypełnić
ten dzień weselny
zostawiłeś nas przecież
w połowie drogi
KIM JESTEŚ
kim jesteś
kiedy oczy otwierasz we śnie
i zaciskasz szczęki
nieobecny przy mnie
bezradnie walisz ręką w ścianę
przeciw czemu
ta zmarszczka na czole
co mówisz w tym dziwnym języku
jak ci pomóc gdy siadasz
i chcesz wcisnąć się w szparę
między łóżkiem a ścianą
nie znany mi
odległy o cały swój sen
ONA
przez szczelinę
uchylonych drzwi
była wiatr była światło
była nikt
liście topoli
chciały ją ukołysać
bez kropli łzy
chrzciny jej smutku
odprawił deszcz
CZAS PRZESZŁY
mojemu mężowi Józefowi Łuszczkowi
wpatruję się wpatruję
aż podbiega krwią
i rośnie
w nagłym przypomnieniu
w jego czerwcowej głębi
jesteś
mówisz tak mogło być raz
wiem więc jestem
wracam do siebie
przez spiekotę
suchych oczu
trzeba odwrócić twarz
żeby nas nikt nie rozpoznał
PROJEKCJA
jej ból był biały
jak sufit
krzyczała w przeraźliwej ciszy
rozdzierała
powietrze na strzępy
przez chwilę
rozszerzonych strachem oczu
widziała znieruchomiałe
męką ściany
DESZCZ
u niego padał deszcz
nie umiał tego opowiedzieć
przysyłał tylko listy
w kopertach z tęczy
chciał dać mi ją całą
ale rozwiała się
teraz deszcz jest we mnie
PRZEGLĄD WYDARZEŃ
wskutek awarii
na jednym z wielu miliardów
ziemskich światów
wszelkie oczekiwania
mijały się w drodze
jak ustalono
przyczyną były próby
które spełzły na niczym
CHWILA
pozbawieni trzeciego wymiaru
zrównani z płaszczyzną
stracili nagle na wartości
na chwilę stali się bez znaczenia
jak fotografie w cudzym albumie
mijała ich
w pośpiesznym zdumieniu
nagle bezpieczna
W UKRYCIU
podglądała dzień z ukrycia
mijali ją ludzie
pełni siebie
jak jajka w kolorowych skorupkach
i ptaki niedosięgłe
jak horyzont
patrzyła zazdrośnie
nie potrafiąc się wypełnić
ani oderwać od ziemi
nie dostrzeżona
tak sama że już prawie żadna
uczyła się ich na pamięć


