Szukam cię
na parapecie
szukam
na księżycu
i dzwonię –
-nigdzie
cię nie ma –
Magdalena
12.12.2010r
Szukam cię
na parapecie
szukam
na księżycu
i dzwonię –
-nigdzie
cię nie ma –
Magdalena
12.12.2010r
Nic nie umiem
biorę słowa w palce
i buduję z nich świat
w którym się poruszam
udomawiam
obce zakątki
na szczęście
zapas myśli
jest
niewyczerpany
14.01.2011r
Gniew motyla
oznacza
pustkę po nim
brak trzepoczącego
światła
nieobecność
kolorów
teraz gdy
cierpliwość motyla
wyczerpała się
zostawia wam
do podziału
pyłki
swojego gniewu
14.01.2011r
Twój świat
rozkwitł kiścią bzu
zapachniało
fioletowym obłokiem
uniosło
pod niebiosa
…odczytujesz mój numer komórki
nie masz telefonu
dziękujesz za gałązkę bzu…
Muszę schwytać oddech
bo utonę w poezji…
Śpisz cichutko
jak ptaszek
wtulona w poduszkę
10.05.2011r
Schody stukają
czyimiś krokami
cisza przesuwa się
z szumem
dom zamarł
w oczekiwaniu
na egzekucję
w oznaczonym terminie
16.03.2011r
Życie nie na miarę
jak w zgrzebnym worku
przepasanym sznurem
pełnym gratów
targam je
na grzbiecie
przygnieciona ciężarem
15.04.2011r
Ojcu Jerzemu Ficowskiemu
Wycyzelowałeś krawędzie
złotym śladem
zaskoczyła cię
ta jedna chwila
której nie mogłeś
już odwrócić
musiałeś w niej zmieścić
całą resztę
Teraz dajesz mi znać o sobie
o oznaczonej godzinie
cyfry układają się
w rok twoich urodzin
15.04.2011r
Przedzierałam się
przez płaszczyzny snu
stanęłam pod murem
i zapomniałam drogi do domu…
szukałam znaków swej pamięci
traciłam ostatnie ślady
ugniecione trawy znikały
na wyciągniętych dłoniach
z motylich skrzydeł
zostały mi strzępki fioletu
5.06.2011r
Gdybyś miał moc
znalazłbyś mnie
w ciemnościach pokoju
gdybyś zapragnął
trafiłbyś do mnie
uliczkami nocy
na razie rozpostarłeś
nade mną
błękit spojrzenia
i ukryłeś mnie
w ciepłym gnieździe
swych dłoni
26.06.2011r
I ja bywałam
w Królestwie Bajki –
niebiesko i czerwono skrzydłe traszki
szybowały w powietrzu z szelestem
jaszczurki uciekały z dłoni
salamandry znikały w trawie
czasami motyl
pawie oczko
rozpościerał swe suknie
na szybie
spoglądał dookoła
fioletowym oczkiem
władcą był potwór
którego gniew
udawało się czasem
przetrwać za krzakiem jałowca
po obu stronach drogi
czaiły się wiedźmy
jak żarłoczne pająki
śledząc mój każdy krok
bordowe główki prawdziwków
rozbłyskiwały
pod dębem
długowiecznej pamięci :
o przerwanym życiu
w imię miłości
różowe rydze
wabiły
z zielenistych rowów
niebiesko-fioletowe
polne kwiatki
wyglądały
z piaszczystych wertepów
Przemykałam się
wśród bajkowych marzeń
na obłokach nadziei
1.09.2011r
Próbowałam odnaleźć się
po drugiej stronie ochłody
zanurzając twarz
w misce z wodą
rozgrzana słońcem
weranda
wabiła koty
w cieniu drzew
dyszały pagórki
przy lampie naftowej
pieczeń od Anieli
kartofle z kwaśnym mlekiem-
-rajskie ucztowanie
na krawędzi studni
emaliowany dzbanek
z łańcuchem w uchu
wczoraj Krasula
dostała szału
szarżując dookoła gruszy
długa droga do piekarni
z jednookim piekarzem-
-jakby drugie oko
wybielił w mące
po chleb pachnący
chrupiącą skórką
1.09.2011
Pamięć zawarta
w bzyczeniu muchy
przenosi mnie
do Zarąb Kościelnych
czasu dzieciństwa
pod upstrzoną żarówką
wisi lep
oblepiony muchami
czas zastygły
unosi się w powietrzu
ropucha wylazła na ścieżkę
i się gapi
po tamtej stronie pola
deszcz leje
a u nas zacisznie
za chałupą
spośród igliwia
wygląda kania
w kapeluszu z kropkami
2.09.2011r
Mały robaczek
przemieszcza się
po suficie
myśli-
-świat to biała pustynia
pędzi przed siebie
drobnym kroczkiem
wdrapuje się
na wyżyny
swoich możliwości
mija zapadliska
słabości
wie że żyć
znaczy pokonywać
białą
przestrzeń
dopiero na krawędzi
zatrzymują go
wątpliwości
5.11.2011r
Czekaj na mnie
wrócę na skrzydłach ptaków
przyniosę ci
ich podniebne milczenie
pośpieszny lot
przez świat
który bez ciebie
nie istnieje
zatrzymaj go w dłoniach
jeszcze choć na trochę
5.11.2011r
Eli Stolarkiewicz po stracie syna
Rozkłada ręce matka
pod niebem brzemiennym
rozpaczą
kołysze pusty
bezkres
„słońce zaszło
zanim skończył się dzień”
powtarza bezradnie
wyciera oczy zranione
kręci się wokół
niezrozumiały kalejdoskop
obcych istnień
rękami rozpoznaje
jego nieobecność
-jak sen zniknąłeś synku
na progu dnia
mój sen
o życiu
7.11.2011r
Zamieram w bezruchu
pod ścianą
niepokoju
sączy się
czas
krople deszczu
stukają w liście
20.09.2011r
Wyrastają ku słońcu
kulą się w strugach deszczu
biedne ludki
drepczą wokół
swoich żywopłotów
niespostrzeżenie
znikają pod ziemią
20.09.2011r
tatusiowi – Jerzemu Ficowskiemu
Z ulgą wypełniam
sobą
przestrzeń
po strachu przed tobą
uważnie zbieram
każdą chwilę
jak grosz do grosza
ciułam kapitał
szczęścia
układam je
w wytłaczanym portfelu
z dzieciństwa
pełnym zawiedzionej nadziei
muszę mieć oczy otwarte
żeby moja czujność
nie została
uśpiona
21.01.2012r
Przyjdę do Ciebie Boże
tłukąc pięściami w powietrze
żebyś mnie nie przeoczył
w zaciśniętych dłoniach
ściskam całe życie
uginam się
pod ciężarem
moje ręce zapadają się
w pustkę
rozpaczliwie krzyczę
nikogo to nie obchodzi
wskazuję winowajców
uśmiechają się zza szyby
przetaczają się wagony
pełne ciszy
7.04.2012r
Zniewalałaś piękno
ruchem pędzla
jak ptak
przeleciałaś przez świat
dumnym lotem
teraz przysiadłaś
na kruchej gałązce
istnienia
przestraszony ptaszek
drżący na krawędzi życia
2.04.2012r
Kolejny dzwonek
o pierwszej nad ranem
wyszarpuje mnie ze snu
nic się nie stało-
-żyję więc patrzę w sufit
krew tętni gwałtownie
-wezmę leki
nie tak łatwo
mnie dobić
rozkładam minuty
wygodnie
piszę wiersze
10.04.2012r
Dziękuję Ci Boże
za powietrze
wnikające w moje ciało
stopy które przemierzają przestrzeń
oczy niosące ziemię
worek tęsknoty
co tchu mnie pozbawia
pilnuję się
stawiam kroki
do przodu
idę po linie
06.2012r
Pragnę scałować
krople szczęścia
z twoich rzęs
nie uciekaj
Chciałabym żeby
wybuchła burza
deszczem szalonym
to byłoby
jakieś usprawiedliwienie
Na razie wszystko
zastygło w oczekiwaniu
1.05.2012r
Podbiegła płochliwie
jak motyl
w błękicie
jego oczu
spotkała zachwyt
-to moja wizytówka
kiedy będzie pan chciał
proszę zadzwonić…
fioletem dzwonków
-jakie piękne
szepnął
13.07.2012r
Ciemne pole
na skraju świata
głuchy wicher
miotający przestrzenią
twardy kąt
z gruba ciosany
sama wśród
zimnej niemocy
-tylko co ja tu robię?!
Przecież ogrzałam
sobie ciepły kącik
zapaliłam kolorowe lampki
z choinkowych gwiazdek
ciągle się świecą
gwiżdże czajnik
-jak tu się nie zgubić
w odmętach
wiecznej nocy
Boże-szukam pomocy
13.07.2012r
„nie skaczcie z mola” – krzyczy napis ku pamięci Bartka,
na molo Gdańsk Brzeźno
Twój Ojciec
był tam codziennie
odmierzał krokami
ostatnie chwile życia
wciąż od nowa
próbował odczarować
moment twojej śmierci
zamienić
na chwilę przedtem…
wierzył
że stawia stopy
na twoich śladach
łapał oddech
tuż przed skokiem
nad powierzchnią morza
podobny
-jak ojciec
do syna
kiedy odszedł
zniknął ślad po tobie
10.2012r
Jestem zwierzęciem wodnym
przywykłam do mrocznych głębin
najpierw było dzieciństwo
nieskończony ocean strachu
przed MEPHISTOPH
który ciął na oślep słowami
zabierał wszelką nadzieję
uderzenia spadały
z gór nie do przebycia
wdrapałam się na ich szczyt
dzielnie stawiając opór
Myślałam-jestem dorosła
wstąpię na niebiosa
z wysokości padły
mordercze ciosy
wśród odoru
znanego w Sodo