W dolinie Strążyskiej
cień drogę spowija.
Po Trzech skalnych Kominach
wzrok się w niebo wzbija.
Czasami wyskakują
rydzów główki czerwone.
Zbierać ich nie wolno,
bo są tutaj chronione.
Odpocząć można w szałasie,
mleka kwaśnego się napić.
Potem do Siklawicy iść.
Wodospad ze skał spadając
kropel tysiącem,
z twarzy zdmuchnie zmęczenie
mgłą orzeźwiającą.
Dzień: 2023-02-06
NA NOSALU
Grzbietem leśnym, cienistym
mimo pogody mglistej
poszliśmy na wycieczkę.
Nosal przywitał nas deszczem.
Już wiem skąd śmieszna nazwa taka.
Góra nos przypomina,
deszcz cieknie jak katar.
Ach, och – woła jakaś pani.
Zasłania oczy, ze strachem się wspina.
A ja sobie kiwam
nad przepaścią nogami.
Chociaż skrycie czuję trwogę,
że but zsunąć mi się może
i spaść komuś na głowę.
BURZA
Wiatr nadleciał z południa.
Ciemną nawałnicę przygnał.
Skłębione chmury oberwał.
deszcz lunął jak z cebra.
My, zmęczeni po wycieczce
siedzimy w domu bezpiecznie.
A na dworze, co chwil parę,
błyskawice niebo rozświetlają.
Błyskiem flesza,
malują gór czarne zbocza.
I grzejąc się przy ciepłym mleku
myślimy jak musi być strasznie,
kiedy w górach, na szlaku
groźna burza kogoś dopadnie.
NIEUDANA WYPRAWA
Wybrały się dzieci
na daleką wyprawę.
Do doliny,
nad wodospad Siklawę.
Czarną burzę spotkały
na szlaku.
Groźnie w górach
rozniosły ją grzmoty.
Zawróciły dzieci w popłochu.
Wiatr chmury potargał
i włosy.
Choć daleko za nimi
pozostała Siklawa,
strugi wody
płynęły im po twarzach.
WRZESIEŃ
Rozsiadły się rydze,
w dolinie Kościeliskiej.
Na polanie czerwono,
napuszone wszystkie.
Wołają do dzieci:
zostawcie nas w spokoju,
my tu biwakujemy,
wy idźcie do szkoły.
ZACHÓD SŁOŃCA
Spotkaliśmy duszka łąki,
jak promień złotego,
W oczach miał błękit
nieba całego.
Upletliśmy mu z trawy
czapkę pod obłoki
i bacik,
by go bardziej słuchały
pszczoły, trzmiele, bąki.
Zaprosił nas skrzacik maleńki
na maliny czerwone,
od soku pękające.
Zbieraliśmy garściami pełnymi,
aż zeszło do nas słońce.
Skuszone ich zapachem
i soku spragnione.
Najadło się do pełna,
stało się czerwone.
LIPOWY NAPÓJ
Zakwitły lipy na łące,
wokół pszczoły brzęczące.
Nektar zbierają na miód.
Mruczą pękate trzmiele,
obsiadły kwiaty pachnące.
I my schowajmy się w chłód.
Narwiemy kwiatów wór pełen.
W domu je wysuszymy.
Ogrzeje nas jak słońce,
lipowy napój w czasie zimy.
KOŁYSANKA
Śpij maleńki.
Zamknij oczy szafirowe.
Noc cię ciemna ukołysze.
w połach swej sukienki.
Leśny powiew otuli twą głowę.
Śnij dziecino ukochana,
snem spokojnym, miękkim.
Wiatr spod regli,
będzie śpiewał do rana
dla ciebie piosenki.
O PTAKU ZAMKNIĘTYM W BUDZIKU
Co dzień rano, gdy najsmaczniej śpię
jakiś ptak zaczyna śpiewać
w zegarku na biurku mamy.
Więc już postanowiłem, chcę
kiedy z budzikiem zostaniemy sami,
wypuścić ptaka z tej klatki.
Niech poleci, skryje się wśród chmur.
Później przykręcę śrubki,
rano nikt nie przerwie mego snu.
GWIAZDKA NA GIEWONCIE
Chodź tutaj syneczku.
Dosyć już zabawy.
Na dobranoc
skrzacik mały
bajkę ci opowie.
Miś i lala na fotelu
grzecznie leżą sobie.
Zaśnij synku.
noc już ciemna
cały świat przykryła.
Spójrz przez okno.
Na Giewoncie
gwiazdkę zapaliła.
Byś spokojnie spał
do rana
będzie ci świeciła.
KOSMICZNA DROGA DO SZKOŁY
Wczoraj kiedy szedłem
do szkoły zaspany,
patrzę – niesłychane:
idę po ciemnym
niby asfalt niebie.
Na nim strumień bieleje
drogi mlecznej, rozlany.
Dalej czarna dziura,
a w niej chmura.
Pomyślałem, że to sen jeszcze,
bo widzę jak na nocnym niebie
czy na asfalcie – sam już nie wiem
spod auta wypływa tęcza
mieniąca się barwami.
Tylko czemu niebo
mam pod nogami ?
I skąd samochód w kosmosie ?
Obudź się synku wreszcie,
rozległ się obok głos mamy,
i nie chodź po błocie.
DZIKI TURYSTA
Nie wszystko złoto
co się świeci.
Prawdziwość tego przysłowia
odkryły w górach dzieci.
Mówiła im mama:
są tam piękne kamienie.
Uważnie się przyjrzyjcie,
piaskowce, granity, wapienie.
Czasem mika rozbłyśnie w granicie.
Ruszyły na szlak z plecakami.
Wdrapują się po skałach,
aż tu w zaroślach
coś świeci się z dala,
jak gwiazdka srebrna.
Radośnie zabiły serduszka –
-może to płatek miki…
Niestety – to po konserwach puszka,
którą rzucił turysta dziki.
POCZTÓWKA Z TATR
Kochani,
przesyłam Wam
pocztówkę z Tatr,
a na niej:
góry słonecznie rozświetlone,
obłoki pławiące się w błękicie.
Na skałach zieleń roślin,
rozkłada się puszyście.
Lecz nie ufajcie przesadnie,
tej chwili na fotografii,
bo w górach pogoda potrafi
zmieniać się niewiarygodnie.
Stają się groźne, posępne.
Czasami w jakiejś dolinie
głuchy się łoskot rozlegnie,
gdzieś skała się roztrzaskuje.
Więc kiedy tu przyjedziecie,
zabierzcie ciepłe rzeczy
i chodźcie zawsze ostrożnie.
Pozdrawiam was.
Autor tych wierszy.